niedziela, 25 sierpnia 2013

Stary ciuch, nowe wydanie.

Razem z B. wybraliśmy się na flohmarkt. Pogoda jest okrutna, leje, z przerwami na leje jak z cebra, odwiedziliśmy więc tylko Polki, co by zakupić trochę świeżej prasy i biedronkowy gulasz angielski. Chciałam wyciągnąć go na spacer(Męża, nie gulasz), ale tak sobie myślę, że bieganie z parasolką po targu, też można zaliczyć do aktywności fizycznej na świeżym powietrzu :). Nie ukrywam również, że kocham taką pogodę, bo przypomina mi, że jesień jest blisko. Kasia odkryła nawet ostatnio pożółkłe liście, mogę więc napisać, że u nas, mimo gigantycznych upałów i zagrożenia pożarowego w zeszłym tygodniu, jesień się już zaczęła.


Ponadto, dziś jest pierwszy dzień, w którym ubrałam golf. Mój, zeszłosezonowy, luźny i noszony zazwyczaj do legginsów, szary golf. Teraz jest obcisłym, nieopatrznie założonym do legginsów, szarym sweterkiem, który opina mnie i muszę przyznać już nie da się nie zauważyć że mam z przodu kangurzą torbę:). W dodatku, zaczynają mnie spotykać uśmiechy pań, którym na widok mojego bębenka rozjaśnia się twarz. Nie powiem, fajne uczucie, nie spodziewałam się, chociaż kiedyś sama byłam osobą, która lekko się uśmiechała widząc ciężarną kobietę. 


No i czekam na kasztany. Kiedy jest sezon na kasztany? Muszę namówić B., na robienie kasztanowych ludków:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz