niedziela, 8 września 2013

Addicted to mugs in a beautiful living room.

Mam piękny salon, że aż strach. Po ohydnej pomarańczowej katastrofie nie ma już śladu, teraz jest ciemno-jasna elegancja. Trochę chłodno, czyli dokładnie tak jak lubię ja i jak się okazało nie tylko. Szczerze myślałam, że lepiej się odnajdę w bielach, ale w takim klimacie jest wyjątkowo dobrze. Oczywiście nie wszystko jest poustawiane, wielu rzeczy się pozbyłam, bo nie ładnie komponowały mi się z nowymi ścianami, przez co mam puste półki, aaaaaaale... Oznacza to również miejsce na nowe ozdoby i gadżety :)
Remont pokoju skłonił mnie również do zapalenia wszystkich świeczek jakie mam. Wiecie, kupuje się te zapachowe, bo pachną i promocja, ale potem użyć się nie chce, bo chwilę się popalą, wypalą i szkoda tylko tych pieniędzy co trzeba na nowe znowu(a oznacza to w przypadku tańszych świeczek, za często)wydać. Już wymyśliłam genialny pomysł, który na pewno zaprezentuję, jak już owe świeczki mi się wypalą:)

Zdjęcie obok to podsumowanie urodzin-nieurodzin.

Domownicy dowiedzieli się pod koniec dnia, że byłam szóstego jubilatką, każdy myślał, że ten wielki miś to prezent z okazji miesięcznicy. Niby takie 'lame', ale chciałabym celebrować miesięcznicę, spędzać dzień jakkolwiek inaczej niż zwykle. Jeszcze niedawno skwitowałabym to prychnięciem, gdybym usłyszała coś podobnego.
Kociałek na szczęście o miśka zazdrosny nie jest, ja domowników udobruchałam tymże oto ciastem, ze śliwkami, które było tak pyszne, głównie przez słodycz bezy u góry przełamaną kwaskowatością śliwek. A kubek, to mój prezent dla mnie, bo stary chociaż piękny i z kotem, to jednak ja mam Mug Addict.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz