wtorek, 29 października 2013

American Dream.

Kilka ładnych lat temu, jeszcze zanim spotkałam męża po raz pierwszy, bardzo chciałam uciec. Nic specjalnego, każdy ma taki okres w życiu kiedy ze złością pakuje walizki, a zamykając oczy jest w wymarzonym miejscu, otaczając się ludźmi, rzeczami, które dane miejsce "symbolizują". Moim miejscem były Stany Zjednoczone. Raz, że daleko, dwa, że był wtedy szał na Pussycat Dolls i wyobrażałam sobie klimatyczne ulice Nowego Jorku, albo Los Angeles pełne możliwości, nadziei i pięknych ludzi.
Mówi się, że możliwości stwarzamy sobie sami. Wystarczy spojrzeć na każdą osobę, która osiągnęła sukces, jakikolwiek, by przekonać się, że nie wszystko co robiła wypalało. Jednak tych ludzi łączy też fakt, że robili. Zwyczajnie, dużo, czegokolwiek.
O nadziei nie będę się rozpisywać, bo ma ją każdy, nawet jeśli nie dotyczy ona miejsca w życiu , w którym aktualnie się znajdujemy, ale chciałabym jeszcze wspomnieć o pięknych ludziach, bo to przez nich zaczęłam teraz pisać, przypomniałam sobie co czułam zamykając oczy.
Wygląd zawsze był ważny. Zawsze jest ważny. Nie mam na myśli wagi, figury, konkretnych ciuchów. Wygląd zmienia jednak to jak się czujemy ze sobą. Jeśli uważamy, że wyglądamy dobrze, poświęciłyśmy sobie chociaż minimum czasu, czy to na makijaż, czy na relaksację w kąpieli, pomimo kłopotów dnia codziennego lub problemów, od razu mamy więcej pewności siebie, energii i lepszy humor niż jakbyśmy gniły do 12 w piżamie. Paradoksalnie, zazwyczaj wtedy o wiele bardziej chcemy dbać o siebie.
Trafiłam dziś na coś co zapachniało właśnie Stanami. Na piękne kobiety, różne, ale zawsze zadbane. Zmieniające sobą otoczenie, nie wyglądem, ale tym jak się czują ze sobą. Skłoniło mnie to do chwili refleksji.

To wszystko brzmi prosto, ale nie będę oszukiwać, że nie mam dni, jak teraz, w których pomalowanie paznokci jest dla mnie dużym osiągnięciem. W końcu, wczoraj to zrobiłam, po chodzeniu tydzień w czerwonych pozostałościach po poprzednim manicure. Nie chciało mi się jednak ich wypiłować. Non stop chodzę w koku, bo jest prosty szybki i nawet jeśli nie rozczeszę dziś włosów nikt tego nie zauważy.
Mogłabym tak jeszcze trochę wymieniać, ktoś  może złapać się za głowę i powiedzieć, o matko, ale wiem, że dla nikogo nie jest to obce.
Wnioski zostawiam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz