niedziela, 20 października 2013

Trochę o... "urologii".

Sikam.
Pomijając, że B. zajął mi łazienkę, a ja zazwyczaj staram się by nie biegać co 5 minut do toalety, bo podobno trzeba ćwiczyć mięśnie Kegla i w ogóle to czasami się chce mocno. MOCNO. CO. 5. MINUT.
Normalnie odwiedziłabym dawno urologa, ale wiem, że to wina pewnej części ciała, która za kilka miesięcy będzie sobie przebywać w fioletowych rajstopkach z króliczkiem na... pieluszce. Nie mam na myśli swojej części ciała rzecz jasna. Ale mnie ta część troszkę "uwiera" w ten sposób. :P
Poza tym sikam, bo znalazłam coś co nie pozwoli mi znowu spać i przynajmniej do jutra, a może na dłużej odmieni moje życie. I nikt mi więcej nie powie, że nic nie robię i tylko w tym komputerze i komputerze, bo powiadam Wam, komputer potrafi odmienić człowiekowi życie, taką jest skarbnicą wiedzy. A B. już patrzył na mnie z tym swoim delikatnym uśmiechem i wcale nie musi mówić, ja już słyszę jego myśli mówiące do mnie "spokojnie móżdżku".
W okolicznościach wczorajszej rozmowy i nabytych nowych informacji, chcę jeszcze bardziej, a w ogóle to bardzo bym chciała powiedzieć, ale się boję, że zapeszę.
Oho, B. wrócił, taka jestem podjarana, że go zaraz wyściskam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz