środa, 23 października 2013

Tydzień 27.

A ja znowu o ciąży, przepraszam. Przez rozrastający się brzuch (i tyłek) jestem tak monotematyczna, że jeśli dlatego ludzie nie chcą ze mną rozmawiać to naprawdę, jestem skłonna zrozumieć. Do tego, współczuję tym, co ze mną jeszcze rozmawiają i często odczuwam poczucie winy za zanudzanie innych nawet małymi wzmiankami w tym temacie. Postanowiłam więc ograniczyć się do podsumowań tygodnia.

Więc tak:
1. Podjęłam ostatnią próbę zrobienia pedikiuru. Powiem jedno: B. będzie musiał albo się przełamać i zacząć mnie wyręczać albo wysłać do kosmetyczki, bo coś czuję, że jak nie doświadczę jeszcze jednego pedi do porodu, to będę musiała jechać do szpitala na boso, jak hobbit albo płonąć żywcem ze wstydu na myśl resztkach lakieru na paznokciach u stóp, które na pewno podniosą moją pewność siebie przed kimkolwiek kto będzie miał okazję go zobaczyć.
2. Sikanie do kubeczka nie jest już takie łatwe i przyjemne kiedy nie możesz dosięgnąć ręką z kubeczkiem tam gdzie trzeba.
3. Wobec powyższego trzeba również rozważyć alternatywę dla maszynki do golenia, bo może skończyć się tragicznie.
4. Słowa lubego, takie jak "tylko czasami?" na stwierdzenie, że czasem trzeba powiedzieć kobiecie, że wcale nie jest gruba jak marudzi na wygląd, nawet jeśli trzeba skłamać, przestają nagle bawić, a powodują łzy. Nawet jeśli wiesz, że nie miał nic złego na myśli.
5. Nawet jeśli cały świat nie miał nic złego na myśli, bardzo łatwo jest się rozkleić.
6. Muminki też rozklejają.
7. Kończyny latorośli zaczynają uwierać jeszcze bardziej utrudniając podstawowe czynności, takie jak zakładanie spodni.
8. Kucanie to już za wysoka szkoła jazdy, trzeba klękać, za to wstawanie z klęku sprawia już niemałe trudności.
9. Zawartość brzucha waży już ponad kilogram.
10. Sny są coraz głupsze, a sen o własnym słodkim dzieciątku, nareszcie, może, paradoksalnie, jeszcze bardziej przerazić, zwłaszcza, jeśli w tym śnie nie okazuje się człowiek najlepszym rodzicem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz