środa, 6 listopada 2013

Doigrałam się.

Taka byłam mądra i dumna, bo wszyscy w około chorzy a mi nic. Zwalałam na herbatę z miodem, ale też na Malutką, która mnie rzekomo tak uodporniła. No cóż. Jeśli do tej pory któraś z tych tez faktycznie działała, to albo trafiłam na kiepski miód, albo dziecko zmęczyło się ochroną mamy. W sumie, to sama bym się zmęczyła przy wiecznie kaszlącym, smarkającym i nie chcącym się leczyć czymś innym niż ketonalem tacie(tudzież mężu). Swoją drogą, jak można "leczyć" przeziębienie czy grypę ketonalem? Nie, nie komentujcie, ja już też nie mam siły komentować tego zjawiska.
Podobnie jak tego:
J: Kochanie idź do łóżka.
B(leżący tyłem na kanapie): Nie, po co?
J: Zasypiasz przecież.
B: Przecież nie śpię.
J: No, ale zaraz zaśniesz.
B: Nie, nie zasnę.
[...]
B(chrapie).

Zauważyłam, że wpływ na mojego męża maleje wraz ze wzrostem stażu naszego małżeństwa.
I, że jest odporny na widzę oraz racjonalne argumenty, bo za każdym razem w przypadkach jak wyżej lub podobnych zgadnijcie kto ma rację?

Tak samo było i teraz. Prosiłam, namawiałam, proponowałam herbaty, masaż nawet ! Ale nie. Mąż w dalszym ciągu odrzuca wszystkie formy leczenia farmakologicznego poza jednym, powyżej, a także wszystkie formy leczenia niefarmakologicznego, co skutkuje marnowaniem wody i owoców, bo wszystkie ciepłe napoje marzną na kość, nawet nie ruszone.
Ale zauważyć, że dziś dla odmiany nie nałożyłam mu obiadu ("bo zawsze mi nakładałaś"), to zauważył.
Słodkie to się nawet wydaje wydaje z boku, wiele razy bym się wręcz rozczuliła gdyby nie to, że poza tym całym urokiem, jest to szalenie nieodpowiedzialne, gdyż ja, żona, z kangurzą torbą od siedmiu miesięcy, wcześniej wychodząca na spacery i tym podobne, teraz, po weekendzie w domu z chorym mężem, jestem z zapuchniętym gardłem, zapchanym nosem, bolącą głową i temperaturą 35,7(nie pamiętam kiedy miałam gorączkę ostatnio, kiedy normalni ludzie ją mają, mi termometr pokazuje coraz to mniej).
Generalnie to wszystko sprowadza mi się do żądzy mordu, Przy okazji inne czynniki mają wpływ na żądze mordu, ale to jednak szalę przeciążyło.
Postanowiłam jednak skończyć ścieranie gardła, bo to nic nie da.
Spokojnie czekam aż przyjdzie kostucha albo coś i może wtedy, po ptokach, coś do tego marsjańskiego umysłu dotrze. Nie tylko jeśli chodzi o chorobę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz