wtorek, 26 listopada 2013

Jesienno zimowy zestaw.

Jak strój kąpielowy na lato, tak samo sezon jesień/zima ma rzeczy bez których obyć się nie da. Przynajmniej ja mam takie swoje małe typy, które szczególnie lubię o tej porze roku.



1. Krem do rąk.
    Zaczyna się bowiem czas łapek drwala i, ja nie mam nic przeciwko, może ktoś lubi, ja niespecjalnie toleruję takowe nawet u samców(Ładne kilka miesięcy staram się namówić męża na używanie, chociaż co kilka dni specjalnego męskiego kremu do rąk, a on, zupełnie "przypadkowo" cały czas gubi tubki.), ale o ile w ich przypadku da się jeszcze je jakoś wytłumaczyć, o tyle u kobiet jest to tak niedopuszczalne jak niezmywanie makijażu na noc. Co, z drugiej strony, jest moim brudnym nawykiem. Z regularnością co do kremu, staram się jednak polubić na wszystkie sposoby, od stawiania kremu przy łóżku, po ustawianie budzika, żeby nie zapomnieć w ciągu dnia.


2. Ciepły napój.
    Kawa, herbata, kakao, gorąca czekolada. O ile pierwszej z listy nie mogę pić, a ostatniej nie posiadam, dwie środkowe pozycje zajmują dozgonne miejsce w moim sercu. W kwestii herbat z levelu "początkujący", wzbiłam się na ten "zaawansowany", aplikując sobie codziennie kubek zielonej, a gdyby biała herbata była muzykiem rockowym, zostałabym jej grupies i zrobiła wszystko, żeby mnie przeleciała:).
Kakao robię za to zazwyczaj, kiedy B. wstaję do pracy, albo/i kiedy mam zgagę. Nie wiem na czym to polega, na żadnej stronie nie ma o tym ani literki, ale niewątpliwie kakao jest jedną z dwóch rzeczy, które zwalczają u mnie zgagę niemal natychmiast.




3. Książka/gazeta/film
    Skoro mamy już coś ciepłego w chłodny wieczór lub deszczowy dzień(dostępne dowolne wariacje), przy czym można skulić się pod kocykiem ogrzewając dłonie, przydałoby się też trochę zapełniacza czasu i tym razem nie mam na myśli internetu. Wręcz wskazane jest by się odciąć co jakiś chociaż czas, dla własnego zdrowia psychicznego, harmonii i równowagi, a któraś z trzech opcji powinna miło nam tą udrękę załagodzić. Zdecydowanie zależy to u mnie od nastroju, ale o dziwo, mam chyba przesyt fal elektromagnetycznych w ostatnim czasie i wybieram raczej coś do czytania. No, chyba, że trafiam na "Lekarzy" w telewizji :).


4. Świeczki...
    ... Woski, czy olejki. Kiedy za oknem robi się szaro jeszcze przed umownym "wieczorem", aż prosi się by pstryknąć parę razy zapalniczką i wprowadzić do domu przyjemny, ciepły nastrój. Jeśli dołączymy do tego podgrzewacz, do którego możemy wrzucić pachnący wosk, albo kilka kropel olejku, to już totalnie nie ma się ochoty wychodzić na zewnątrz. Nie dlatego, że za oknem pogoda może nie rozpieszczać, ale dlatego, że cztery kąty robią się nagle rozkosznie przytulne, dosłownie, jakby chciały przytulić i powiedzieć "weź, nie wychodź jeszcze".


5. Balsam do ust.
    Zdecydowanie, gdyby ta lista miała być ułożona od najważniejszego punktu, ten byłby jako pierwszy. Sezon jesień/zima, to czas chłodnego wiatru, przeziębień i oddychania przez nos, a także grzania w domach, czyli suchego powietrza. Przypuszczam, że każda stąpająca po ziemi osoba, pomijając te, które takich pór roku klimatycznie nie posiadają, doznaje zaszczytu posiadania ust jak stara tarka do prania. Jeśli nie może przy tym zostawić tego w spokoju(jak ja), zapewne doświadcza również krwawych ranek, niekiedy w efekcie bolesnych, zwłaszcza przy piciu ciepłej herbaty. Także pomadka to niezbędnik, must have po prostu. Chyba, że Wam to wisi i/lub się nie całujecie.




6. Coś na nieelektryzowanie się.
    Możemy sobie powiedzieć, że jesteśmy dorosłe, chodzimy na szpilkach, obcasach albo i nie, stąd czapek używać nie chcemy bo nie przystoi, ale prawda wyszła na jaw. Te z nas, które nie cierpią czapek, swoją niechęć w 90% skrywają w elektryzowaniu się włosów. Tak się przy okazji składa, że czapki ostatnio zrobiły się bardzo modne, fajne, a dzięki takim wynalazkom jak chociażby spray na elektryzujące się włosy, można spokojnie przestać udawać, że wcale nam nie jest zimno w głowę, a uszy są takie czerwone, bo jedno pociągnięcie pędzla z różem było zbyt zamaszyste. Ja dzięki temu z dumą noszę moją szarą z pomponem:).



Jako, że moja ciągła paplanina o kulaniu się, uwieraniu i tym podobne robi się monotematyczna, postanowiłam, jak widać, wprowadzić do bloga ciut czego innego:). Mam nadzieję, że nikt mi nie będzie miał tego za złe, a może, przy okazji, troszeńkę się taka "awangarda" spodoba.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz