piątek, 8 listopada 2013

Kompleks Fejsbuka.

Ostatnie sprzeczki i rozczarowania znajomymi, sprowokowały mnie do refleksji.

Mianowicie, niektórzy na starość dziecinnieją. Może nie do końca na starość, ale z wiekiem i mogłabym to zwalić na Facebook'a, jednak nie wierzę, w jego wyłączną winę.
Coraz częściej dopadają mnie:
1. Pytania: "dlaczego nie zaakceptowałaś zaproszenia ... do znajomych? To nic, że nigdy nie widziałaś jej na oczy, może ona w ten sposób chce się zaprzyjaźnić, WYPADA wysłać do niej wiadomość!",
2. Zazdrość: "polubiłaś zmianę statusu związku ... , za to ... nie zlajkowałaś ostatnio nic, a przecież tego nie lubię, a tamtego tak, powinnaś mnie wspierać!"
3. Krytyka: " Polubiłaś zdjęcie ..., wiesz, że ostatnio się pokłóciliśmy, ona pewnie teraz myśli, że im przyznajesz rację w tym sporze"
4. Wyciąganie wniosków na temat relacji międzyludzkich: " ... dodała nowe zdjęcie, a ty kolejny raz ani komentarza, ani nic, myślałam, że się lubicie, o co się pokłóciłyście?"

Hola. Czy tylko mnie się tak wydaje, czy coś tu nie gra? Od kiedy częstotliwość dawania lajków, oznacza stanie po czyjeś stronie w jakieś sprawie? Od kiedy nie komentowanie każdego dodanego zdjęcia oznacza spór z daną osobą? Od kiedy lubienie postów, wrzucanych przez kogoś kogo nie lubi ktoś inny oznacza zdradę przyjaźni czy koleżeństwa? I przede wszystkim, co mnie ominęło, że nagle wypada akceptować zaproszenia do znajomych każdej nieznanej osobiście osoby, bo może się właśnie chce zaprzyjaźnić i to ja powinnam napisać wiadomość do takiego człowieka? Czy to oznacza, że jak ktoś podejdzie do mnie i bez słowa wyciągnie rękę, to mam ją uścisnąć i się przedstawić, bo tak wypada?
W normalnych, realnych sytuacjach, ogólnie przyjęte jest, że chcąc się z kimś zapoznać albo nawiązać kontakt zaczynamy rozmowę, a nie zaczepiamy i oczekujemy bez słowa tego od drugiej osoby. Podobnie, jeśli dwie pokłócone osoby mają wspólnych znajomych, to nie powinny wymagać od nich by przestały utrzymywać kontakt z jedną ze stron, tak jak nikomu nie trzeba potakiwać na każdą głupotę którą mówi, czy każdy żart który opowiada, zwyczajnie dlatego, że nie wszystko podoba nam się na tyle by chcieć to skomplementować lub interesuje na tyle by dodać coś od siebie.
Każdy rozgarnięty, rozumny i uważający się za dojrzałego chociażby w stopniu przeciętnym człowiek rozumie takie rzeczy. Problem pojawia się jednak, gdy taki oto, loguje się do sieci, jako, że dostaje małpiego rozumu, obraża jak dziecko, a wszystkie kompleksy tym samym wychodzą na światło dzienne.
Czy my naprawdę mamy tak mało pewności siebie, że, gdy nikt nie widzi naszych twarzy, a nie patrząc w oczy łatwiej jest powiedzieć co myślimy, lub co nam ślina na język przyniesie, przejmujemy się takimi pierdołami? Mamy chyba już za sobą lata podstawówki, gdy koleżanki namawiały się między sobą, którego dnia którą lubią?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz