niedziela, 10 listopada 2013

Panika.

Do niedawna zastanawiałam się, czy to ze światem, czy ze mną jest coś nie tak. Teraz już wiem, zdecydowanie ze mną. Wcześniej wiele rzeczy, z którymi się nie zgadzałam, nawet na mój temat, po prostu mnie nie obchodziły. Ostatnio jednak, nawet te rzeczy, tylko w ogólnym stopniu związane ze mną traktuję jak przykrość.
Myślałam, że może hormony wzbogaciły mnie o wenę do napisania książki na miarę "Co z tą Polską?", w końcu w ostatnim czasie tyle razy zadawałam sobie to pytanie w kontaktach międzyludzkich. Za każdym razem i przy każdym sporze, nie umiałam jednak sobie odpowiedzieć czy przemawia przeze mnie moja ciąża, czy po prostu przewartościowało mi się życie(i układ nerwowy).
A sporów było sporo.
Ale mniejsza o liczbę, kiedy usłyszałam dziś, że... Właściwie nic specjalnego, że teściowa uważa, że mimo wszystko powinnam pić syrop bo na pewno nie zaszkodzi, albo że zamiast lekarza iść do apteki i spytać o leki, bo aptekarz jest stary więc pewnie się na tym zna... No właśnie. Ja tyle przyswoiłam, chociaż teraz nie jestem w stanie do końca powiedzieć czy na pewno miała to na myśli. Tak uważam, że miała. Powiem więcej, w moim małym ciążowym mózgu zaraz pojawiła się informacja "Aha, ktoś uważa, że przesadzam z tą ciążą, pewnie tak z innymi rzeczami, i nic mi się nie stanie, pewnie myśli, że wyolbrzymiam, jak zwykle, stawiam jakieś wymagania, a przecież nic nie robię, ale co ta osoba może wiedzieć, przecież nie zaryzykuję(...)" - panika, smutek. To głupie, wiem.
Przykład kolejny, blogowa koleżanka dodaje na Instagram zdjęcia ciuszków dla swojej pociechy, zakupione w H&M. Niewiele myśląc komentuję, że bardzo fajne i czy widziała może ten komplecik ala Myszka Minnie, bo jest przeuroczy, na co ona odpisuje, że i owszem, ale jej takie rzeczy nie jarają, bo nie lubi robić z dziecka przebieranki. Możecie sobie wyobrazić co mi się w głowie stało? Nie? No to proszę, już tłumaczę, coś na zasadzie, "o matko, przecież to tylko białe body, czarne spodenki i czapeczka z uszkami, czy ona uważa mnie za jakąś psychopatkę co przebiera dzieci w dziwne rzeczy? To w ogóle coś złego? A może ja jestem psychopatką?"
Żal mi siebie jak to teraz czytam, ale serio, tak właśnie było.
I niby jak się spojrzy z boku to się myśli głupia baba, ale te hormony to są straszne.
Teraz przeczytałam jeszcze notkę na blogu KP i też już mózg pracuje mi na wysokich obrotach czy padał dziś jakikolwiek jej temat, a że nic mi do głowy nie przychodzi, to panikuję, że skleroza postępuje i na pewno chodzi o mnie, albo jakieś fatalne nieporozumienie, ale wiadomo milion ludzi na tym świecie z czegoś się tłumaczą, że są niewinni, nawet jeśli winni są, więc powodu by mi wierzyć by i tak nie było. O właśnie, taki stres.
Możecie sobie wyobrazić jeszcze, że skoro tak przeżywam takie sprawy, a krzty przesady w tym nie ma, że zaraz tętno szybciej pracuje, myśli skoncentrowane i człowiek zasnąć nie może, to co dopiero musiałam przeżyć usłyszawszy, że jak latorośl będzie chora to mam sobie ją sama wychowywać.
Nawet nie myślę, czy żarty czy nie żarty, wolę się nad tym nie zastanawiać, bo nawet jeśli trochę żartem wypowiedziane, to pewnie znikąd się to nie wzięło. Od razu łzy pociekły, strumieniem jak z kranu, chyba ani razu jeszcze nie ciekły aż tak żwawo, za nic zahamować się nie  dały, ze strachu, że przecież nie przewidzisz, a może tak się zdarzy, odpukać, i co z nią będzie, co ja zrobię, i jak sobie poradzę sama.
Przypuszczam, że ten caly kran widać było, bo i ukryć się nie dało, ale widać było usilne działanie w stylu "problemu nie widzę, problemu nie ma", więc płakałam sobie cichutko z pokerową miną siedząc obok.
Nie polepszył sprawy fakt, że przypomniały mi się słowa B. sprzed kilku lat kiedy znienacka powiedział, że kocha tak, że jakbym na wózku była albo bez nogi albo ręki, to i tak by kochał i i tak by chciał ze mną być i opiekować się, bo nie zniósłby chwili beze mnie. A ja sobie od razu myślę, że teraz mimo obroży na palcu, sugerującej wieczne love, to by w razie co zniósł. Śpiewająco.
Nic nie poradzę, że mi takie myśli chodzą po głowie i dołują.
Za to pomyślałam też, że Małą tak kocham, że dla mnie ona może być bez nogi. Na szczęście na USG są wszystkie dwie.


A jak B dziś ucho przystawił i czkawkę usłyszał, to jeszcze bardziej się spłakałam. Wobec powyższego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz