niedziela, 3 listopada 2013

Telefon.

Stało się.
Myślałam, że mnie to ominie, ale jednak jestem tylko śmiertelnikiem. Tyle lat kąpania się z radiem, komputerem, komórką i właśnie teraz musiałam utopić moją Nokię. Właściwie to nie moją. Znaczy, podarowaną mi, ale teraz, kiedy leży taka umarta, moje wyrzuty sumienia mówią, że byłyby mniejsze, albo wcale, gdyby była moja, tak od początku do końca.
Co w sumie sugeruje, że jestem całkiem miła dla siebie, a to dobra cecha, no nie?

Nagle radość z wczoraj zakupionego, pachnącego nowością, czy, jak kto woli, chińskim marketem wózka, kombinezonu myszki miki czy Freddie'go The Ważki, już tak jakby nagle ucichła. No bo, co ja pocznę? Ktoś, kto zna sytuację, może powiedzieć, że przecież czego jak czego, ale telefonów w tym domu nie brakuje (nie, nie jesteśmy paserami), to ja jednak niemal czuję ból i żal, że kolejna maskotka do kolekcji przepadła.

Wcześniejsza sprzeczka mojej sytuacji nie polepsza chociaż, wtedy niewinna tak i teraz, w końcu każdemu mogło się zdarzyć, w końcu to tylko telefon, no nie?
No nie.

1 komentarz:

  1. No właśnie to tylko telefon nie ma się czym przejmować :-)

    OdpowiedzUsuń