piątek, 15 listopada 2013

Tydzień 30.

1. B. miał okazję usłyszeć czkawkę dochodzącą z kogoś we mnie. Odkąd nie ma głuchej ciszy, zdecydowanie chętniej przykłada ucho do brzucha. :)
2. Długo wyczekiwana wizyta w szpitalu, i zaspokojenie ciekawości co do sal, metod rodzenia itp:).
3. Czkawka zdarza się nam coraz częściej:)
4. Irytacja również. Przestałam płakać bez powodu zaczęłam się wkurzać. Z błahych, zależy jak patrzeć.
5. Genialnie nażarłam się mentosów i popiłam colą. Nie bezpośrednio, ale akurat trafił się dzień, w którym miałam mega ochotę na mentosy(nie mogłam aż wytrzymać), a potem, tego samego dnia później wypiłam szklankę coli (bo od czasu do czasu przecież nie umrę). No, i umieram, trzeci dzień.
6. Denerwuję się strasznie z okazji nie znalezienia łóżeczka. Nieziemsko wkurza mnie, że nie ma fajnych i/lub w adekwatnej cenie.
7. Cały ten tydzień odliczam, do kolejnej wizyty u ginekologa. Jestem bardzo ciekawa jak duża już jest mała i czy moje przypuszczenia się sprawdzą.
8. Przytyłam kolejne pół kilo :). Zaczynam się obawiać co mnie czeka do poniedziałku, dnia oficjalnego ważenia.
9. Maluch chyba nie lubi zakupów. O ile za każdym razem kiedy chodzę, Ona usypia, tak ostatnio zaczęła się uaktywniać i kopie, wierci się, nawet na takich "wycieczkach".
10. Dalej mogę jeść mandarynki, kilogramami. Serio. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz