niedziela, 24 listopada 2013

Tydzień 31.

1. Długo wyczekiwana wizyta nareszcie nastąpiła. Okazało się, że Malutka rośnie jak na drożdżach nawet za bardzo - widocznie mocno jej się do nas śpieszy:).
2. Dodatkowo póki co, nic nowego nie wyrosło, więc myślę, że się nie zdziwimy przy porodzie, że jednak ulęgnie się mały samczyk:).
3. Puchną mi stopy. Na potęgę. Niedawno przypadkiem na nie spojrzałam i uderzyło mnie: "GDZIE SĄ MOJE KOSTKI?"
4. Nie mogę spać, przespałam jak dotąd jedną noc jak dziecko, normalnie wiercę się jak głupia, wstaje po milion razy i trzymam się za jajniki, które jakiś mały wielkolud notorycznie atakuje przy okazji wieczornego wiercenia.
5. Wobec powyższego Pan Miś, którego dostałam od B. na urodziny zyskał nową funkcję: robi mi jako poduszka między nogi gdy leżę na boku. Kiedyś stwierdziłam, że nie potrzebuję tego gadżetu, ostatnio jednak spróbowałam ponownie i niemal wyrwało mi się głośne "achhhh" z ulgi.
6. Miałam prawdziwą "zachciankę". Nie przypominam sobie, żeby wcześniej zdarzyło mi się coś takiego, obsesyjne myślenie o konkretnej rzeczy przez więcej niż dwa dni. Mowa tu o jagodziance. Niestety w Niemczech próżno ich szukać, udało mi się jednak załagodzić trochę moje kubki smakowe jogurtem z sosem jagodowym - zdecydowanie po niego wrócę :).
7. ŁÓŻECZKO, NARESZCIE!
8. Młodzież już się nie kopie, bardziej "przewala" rozciągając mnie na wszystkie strony.
9. Za to usilnie atakuje mi jajniki. Poważnie zaczynam powątpiewać czy aby na pewno to dziecko, bawi się nimi jak bombkami na choince(znaczy, takie mam wrażenie;p).
10. Czkawkę można poczuć już za dotknięciem ręki. Niestety nikomu poza mną się to nie udało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz