sobota, 28 grudnia 2013

Dobrymi chęciami piekło wydrapane(kocimi pazurami).

Nawet mój kot przeciw mnie. Podstępnie.

Znajcie moją dobroć, kupiłam futrzakowi chrupki. Nie byle jakie, bo marki Josera, znając jego żołądek kupiłam małą paczkę (nie napiszę, ile ta mała kosztuje, na wypadek gdyby mój mąż jeszcze czasem na bloga zaglądał, a przecież: "Kot ma jeść najtańsze żarcie", jak to ostatnio ujął dla podkreślenia swojego wątpliwego despotyzmu i władzy w związku). Myślę sobie przecież, że bydlę w Polsce to jadało, ale nigdy nic nie wiadomo, kiedyś lubiło też Whiskasa, a teraz patrzy pogardliwie to na saszetkę to na mnie, jakby chciało powiedzieć, że chyba pomyliłam miski(jego ze swoją, oczywiście).
No, ale do rzeczy.
Okazuje się, że po wpierdzielaniu karmy In-Home, mój pupilek tak rozsmakował się w tej nowej, że, doceniając moją kuchnię niczym ukochany synek mamusi, prosi o dokładki. Ciągle.
O wydawanych dźwiękach sugerujących "subtelne" domaganie się jedzenia, już wcześniej pisałam, toteż dodać mogę, że jak do tej pory wstawałam góra trzy razy w nocy (Raz kiedy B. jechał do pracy, ewentualny raz w międzyczasie i nad ranem), tak teraz potrafię zostać obudzona co godzinę.


I masz babo placek, bo z jednej strony powinnam być ucieszona, że trafiłam w końcu w gusta(i to jak!), wymagającego, kociego podniebienia, a z drugiej strony, to przepraszam bardzo, ale czy już jestem nie dość przeszkolona do nocnego wstawania na przyszłość? Chciałam dobrze, a wyszło jak zwykle, teraz z miłości do Wysokości Kociałkowatości, piekło przechodzę.

Chyba czas wrócić do starego sposobu w takich okolicznościach, czyli wywalania gada z pokoju. 

1 komentarz:

  1. Ciesz się, że masz takiego Kociałka. Osobiście bardzo tęsknię za Tosią III Samobójczynią. Albo po prostu za jakimkolwiek kotem. :(

    OdpowiedzUsuń