niedziela, 8 grudnia 2013

Krysmas is coming!

Chociaż od kilku ładnych lat byłam raczej Grinch'em Świąt Bożego Narodzenia, tak w tym roku, totalnie mi odwaliło i odliczanie do Wigilii zaczęłam już na początku listopada. Z kilku powodów, ale przede wszystkim dlatego, że są to Nasze pierwsze święta jako rodzina i poczuwam się do obowiązku tworzenia tradycji :).

Na pierniczki czaiłam się od dawna. Przyznam, że byłam przekonana, że wyjdą mi cudowne, a w ogóle to to jest prosta sprawa i jak już przebrnę przez pieczenie to ozdabianie będzie bułką z masłem. Szczerze? Chyba wolałabym jeszcze trochę popiec. Okazało się, że gigantyczne, jak mi się wydawało, zakupy lukrowo-posypkowe, to była kropla w morzu potrzeb wyobraźni i z takim niewielkim arsenałem zwyczajnie nie wiedziałam co robić. Było by oczywiście łatwiej i na pewno przyjemniej, gdyby B. zdecydował się dotrzymać słowa i mi pomóc, ale cóż, mężczyznom nie można ufać, nawet, a zwłaszcza mężom. Foch i psie oczy w stylu "ranisz mi serce" dostał chłopak gratis. A co, jestem w ciąży? Jestem. Hormony szaleją? Szaleją. To jasne, że ze mną się nie zadziera, spiera i w ogóle.  Tak strasznie się cieszyłam i tak mocno mi zależało, że prawie się rozpłakałam. Serio, chyba nawet mój własny ślub nie był dla mnie tak ważny jak te święta, więc bardzo dobrze, że pierniczki były ostatnie na liście, bo zapał momentalnie mi zgasł.





Dwa dni wcześniej postanowiłam zrobić użytek z zakupionego kiedyś tam śniegu w spray'u i srebrnej farby. Co prawda przy kasie nie wiedziałam jeszcze do czego chcę je użyć, ale byłam pewna, że moja kreatywność wkrótce się do mnie odezwie.
Tak też się stało, stąd, a właściwie znowu z Design Your Life, powstał pomysł na obrazek z głową renifera. Niestety nie przewidziałam, że śnieg wypadnie aż tak blado na tle srebra, ale w gruncie rzeczy nie wyszło aż tak tragicznie, nawet mimo Kociałkowego tornada i śladów po futrzastych łapach. Bardziej martwią mnie słowa mojego taty, który to twierdzi, że to jeleń nie renifer. No, ale, nikt nie jest idealny, rogacz widocznie też nie.
Miałam w planach zrobić świeczniki ze słoików, ale jakoś tak nie mogłam się do nich zabrać, ze względu na posiadany rozmiar, który w moim mniemaniu wyglądał by kiczowato, aż tu przypadkiem odkryłam, że mam nieużywane, kurzące się od kilku miesiący szklanki. Oto efekt tego połaczenia, posiadam jeszcze pięć takich cudeniek, a, że są z ciemnego szkła, pojęcia nie macie jaki świetny efekt dają po zapaleniu, żadne zdjęcie tego nie odda.


Na liście mam jeszcze zrobienie takich oto pomarańczy, a w tym tygodniu wybrać się zamierzam już po choinkę, pierwszą od kilku lat, żywą, stąd, być może, znowu się pochwalę. W końcu prezenty porobione, został tylko jeden, a jeśli chodzi o świąteczne zakupy to wzbraniam się jak mogę wymawiając rozmiarami i ociężałością, proponując nawet łapówki by tylko nie iść, gdyż nienawidzę tłumów w sklepach bardziej niż kolejek do kas czy Krzysztofa Krawczyka.



żródło: Zszywka


Keep calm 
and 




HO HO HO ON!:)

2 komentarze:

  1. Tylko żeby wszystkie pierniczki nie zostały zjedzone przed świętami, tak pięknie i kusząco wyglądają :)

    OdpowiedzUsuń
  2. pierniczki miałam upiec i wyszło jak zwykle :( może jeszcze zdążę. ale pomarańcze i goździki to rzecz obowiązkowa :)
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń