sobota, 7 grudnia 2013

Sobota, dzień kota.

Chciałabym poświęcić tą notkę, pewnemu futrzastemu, który skradł moje serce.
Uwielbiam moje Kotałki. Wychowałam go na maminsynka, a co za tym idzie, niezłego drania. Zawsze wie jak mnie podejść, a ja zazwyczaj przegrywam walkę z jego wiecznie dziecinnymi ślepiami i cieniutkim "miau".


Jestem w stanie rozpoznać jego humor (co w sumie chyba nie jest jakieś odkrywcze i szczególnie trudne), właśnie po wydawanych odgłosach, stąd wyróżniam:
- Głośne, przeciągłe, niemal rozdrażnione "Miaaaaauuuuuułłł!" kiedy jest na mnie wyjątkowo zły
- Głośne, krótkie, ale w odstępach sekundowych "Miau. miau.miau." jakby chciał powiedzieć "daj. daj. daj."
- Cichutkie i skromniutkie "miał" albo "mrr" kiedy coś by chciał, albo na psa naskarżyć, ale uraczy się też przytuleniem i podrapaniem za uszkiem.

Kociałek, chociaż może być to dla wielu zaskoczeniem, zna kilka sztuczek.
- Wie, na przykład, że, gdy w nocy otwieram szerzej drzwi od pokoju, musi wyjść, bo wydzierał się za bardzo.
- Wie, że położenie się na mojej połowie łóżka kiedy jestem na niego zła, sprawia, że zaraz mi przechodzi.


W kilku rzeczach jednak notorycznie się spieramy:
- Zdecydowanie polemizuje z B. odnośnie dzielenia się parówkami. Zwierzę zdecydowanie i natarczywie jest za przekonaniem męża do uszczknięcia kawałeczka. Co ciekawe, w przypadku innych smakołyków, potrafi dać za wygraną.
- Nie przyjmuje do wiadomości, że kosz pod wózkiem to nie jest miejsce dla niego. Daje się z niego wyciągnąć tylko przy niemal stu osiemdziesięciu stopniowym wywróceniu pojazdu i w przeciągu dziesięciu sekund, w geście sprzeciwu wraca na swoje miejsce.
- Lodówka to nie telewizor. Otwarcie jej nie oznacza seansu, w którym do woli można się przyglądać półkom i to, że nic sobie nie robi z delikatnego "szturchania" go drzwiami(żeby się przesunął - inaczej nie da się zamknąć)tego nie zmieni.


Nasze wspólne życie jest pełne wrażeń, nigdy nie byłam kociarą, a teraz nie wyobrażam sobie dnia bez niego. I mimo, że najbardziej narzeka i złości się na niego B., za spanie na jego ciuchach, rzekome skakanie po samochodzie i głośne domaganie się jedzenia, to wiem, że i on uważa go za członka naszej małej rodziny :).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz