sobota, 14 grudnia 2013

Tydzień 34/5.


Klik - link do mojego profilu na Instagramie gdzie znajduje się filmik z wiercącą J.

1. B. pierwszy raz założył mi skarpetki. Jak zobaczył moje męczarnie to się chłopak zlitował:)
2. Okazało się, że źle liczę i wprowadzam w błąd siebie i innych. Ten tydzień był wg lekarki numerem 35. Nie wiedziałam że 34+n liczy się już jako 35, chociaż oczywiście odliczając do planowanej daty coś mi nie grało, no ale zawsze zapominałam zapytać :P Także w momencie wstawiania tego wpisu oficjalnie jestem w trzydziestym szóstym tygodniu:). Jeszcze max 4!
3. Waga mówi, że w tym tygodniu nie przytyłam ani kilograma, ewentualnie parę gram. Czy to prawda, okaże się na kontroli:) Jak dotąd biedaczka nie pokazała jeszcze poprawnej liczby chyba nigdy:P.
4. Zarówno moja kuzynka jak i blogowa znajoma, niedawno urodziły. W tym roku jest jakieś zatrzęsienie ciężarnych wśród znajomych, a, że ja jestem ostatnia praktycznie na liście, tym bardziej nie mogę się doczekać, a dni wydają się dłużyć i dłużyć.
5. Bardzo pilnuję odpowiedniej ilości wody i będę się tym ciągle chwalić:) Idzie mi półtorej do dwóch butelek wody dziennie, a KP jest świadkiem:).
6.Nogi jak puchły tak puchną. Wyglądają jak serdelki i wcale nie pomaga im jak podniosę do góry na chwilę.
7. Czuję się nierozumiana w ciąży. Zdanie "ciąża to nie choroba" albo "nie jesteś jedyna, która jest w ciąży" powoduje u mnie natychmiastową chęć mordu. Wybaczcie moje rozżalenie, no ale... Ciąża to naturalny stan, okej. W którym boli krzyż, ciężko się chodzi, a głowa lata ze zmęczenia, oczy się kleją, nawet po śniadaniu. Faktycznie, w końcu całe swoje życie to była dla mnie normalka. Chodźmy porobić salta, bo przecież drzemka to przestępstwo, a chodzenie jak pingwin albo kuśtykanie, to użalanie się nad sobą. Podobno powinno się cieszyć tym czasem, odpoczywać i korzystać póki w ogóle da się jeszcze spać. Powoduje to we mnie niechęć do jakichkolwiek ciąż więcej(także wybij to sobie z głowy B.!)i modlenie się bym urodziła na przykład za dwa tygodnie. Albo zaraz.
8. Zaczęłam się poważnie zastanawiać i przygotowywać rzeczy do szpitala. Skoro niby mogę urodzić w każdej chwili, to lepiej być przygotowanym. Tylko jeszcze nie bardzo jest się w co spakować.
9. Wobec powyższego, zakupiłam już paczkę pieluszek i zauważyłam, że nie posiadam rękawiczek dla malucha, co by uniknąć zadrapań. Już sobie ją wyobrażam ze skarpetkami na łapkach.
10. Zameldowaliśmy się też do szpitala. No, prawie. Prawie, ponieważ termin spotkania w szpitalu w celu dopełnienia formalności mamy na dziewiątego stycznia. Na szczęście, w razie jakbym zaczęła rodzić, powiedzieli, że spokojnie mogę do nich uderzać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz