niedziela, 22 grudnia 2013

Tydzień 36.

1. W tym tygodniu dopadła mnie depresja i panika przed porodem, czy sobie poradzę, ile to wszystko będzie trwało, przez co często lądowałam, szlochając, w ramionach B. A na dodatek wyrzuty sumienia, że dołuję wszystkich swoim dołowaniem.
2. Torba szpitalna została oficjalnie spakowana i zajmuje zaszczytne miejsce w szafie czekając, aż będzie potrzebna. Ewentualne braki, zostaną po prostu w miarę zakupu do niej dodane, ale wydaje mi się, że na dzień dzisiejszy nie zginę z nią:).
3. I akurat się przydała, bo mieliśmy w tym tygodniu małe emergency na porodówce, na szczęście okazało się że to tylko nerwy i z małą wszystko jest w porządku:) Chociaż myśl, że mogłaby być już z nami jest mocno kusząca:)
4. Ale za to dowiedzieliśmy się, że szyjka się skraca, a główka niziutko, czyli być może J. pcha już się do nas i tak czy siak zobaczymy ją szybciej:)
5. Przez ostatnie dwa tygodnie przytyła nie byle ile, bo aż 400gram, co oznacza że samego dziecka dźwigam już 2,9 kilo:)
6. O dziwo, ja przytyłam tylko kilogram i to niecały, więc wygląda na to, że zmiany w jadłospisie sporo pomogły(tylko jeszcze te słodycze tak do zera rzucić!)
7. Ponieważ przykazane mam oszczędzanie się, zostałam zwolniona z większości prac domowych, co w sumie jest miłe, ale muszę przyznać, że czuję się też dość nieswojo i nie na miejscu.
8.Kolejna koleżanka urodziła, termin miał być podobny do mojego. Cieszę się,  cieszę, ale... Dlaczego wy już macie, a ja jeszcze nie?!
9. Miałam też się nie denerwować i w ogóle, ale jak można się po mnie spodziewać, jestem jeszcze bardziej pokraczna niż byłam a do tego okropnie niecierpliwa. Wydaje więc "mamucie" odgłosy  za każdym razem jak coś mi nie idzie, czyli ostatnio bardzo często.
10. Żelazo dalej kiepskie. Nawet gorsze niż było, mimo jedzenia więcej rzeczy, które takowe posiadają. Ale podobno J. na końcówce sporo wyciąga. Końcówka to jednak pojęcie względne:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz