niedziela, 29 grudnia 2013

Tydzień 37.

1. Czuję się jakbym miała pęknąć i marudzę jeszcze bardziej niż zawsze. Jeśli nie na głos to w mojej głowie, co budzi przy okazji ciepłe uczucia do ludzi którzy muszą ze mną wytrzymywać. Za to, że to robią.
2. Ponieważ tydzień temu lekarka wysyłając mnie na porodówkę powiedziała, że mała jest już dojrzała i nic jej się nie stanie jeśli się urodzi, zaczęłam poważnie się zastanawiać nad zaprzestaniem jakiekolwiek oszczędzania mojego ciała, aby być może subtelnie sprowokować ją do szybszego przywitania nas.(Skończyło się na jednym spacerze - musiałam sprostować, inaczej już oczami wyobraźni widziałam komentarz - i slyszałam - KP na temat tego jakie głupoty tu piszę;p)
3. Z niepokojem chodzi mi po głowie myśl ile ten bobas może jeszcze przytyć.
4. Zaczęłam odczuwać dość ostre bóle podbrzusza, z niepokojem więc sprawdziłam w internecie co to oznacza, czy mam powód do zmartwień czy nie. Efekt? Wszędzie piszą, że moje objawy(bo jak się okazało są też inne)to nic innego jak ciało przygotowujące się do rychłego porodu. Tylko, że ten poród to jest chyba taki rychły jak rzucenie przez B. palenia.
5. Puchnę jeszcze bardziej. Moje stopy wyglądają jakbym miała ze trzy pary grubych wełnianych skarpet, a kostki pewnie myślą, że nikt nawet nie zauważy jak znikną. I mają rację.
6. Na szczęście, jeszcze udaje mi się zdjąć i włożyć spowrotem obrączkę, chociaż nie powiem, że kryzys był (za to pierścionek zaręczynowy już jakiś czas temu wyprowadził się od mojej lewej dłoni).
7. Nerwowe oczekiwanie bardzo mi się udzielalo. Kilka dni przed Wigilią byłam ślepo pewna, że święta spędzę na porodówce, niestety, J. miała inne plany. Do końca grudnia jeszcze chwila, poważnie, nie wiem co się tak uparłam na 2013rok, ale chyba muszę się przyzwyczaić, że bardziej ode mnie kracze moja mama. (jak Mała się urodzi 6 stycznia, to się chyba zastrzelę)
8. Znowu mam jakieś dziwne problemy z wodą. Niby wypijam te minimum dwa litry dziennie, ale rzadko kiedy jest ich więcej. Nawet aplikacja w telefonie przypominająca nie bardzo pomaga.
9. Zaczęłam znowu myśleć o przeorganizowaniu komody dla małej, jak również uprałam i uprasowałam pościel, a także baldachim łóżeczkowy.
10. Wróciła też moja chęć do czytania od nowa wszystkich dzieciowych poradników i gazet jakie posiadam, a także zrobiłam kolejną listę rzeczy do zrobienia:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz