piątek, 27 grudnia 2013

Zabawa w chowanego.

Ostatnimi czasy w moim życiu weny brak, to też notki takie dość lakonicznie pisane jakbym stała z boku, patrzyła na siebie i robiła notatki do pracy licencjackiej na temat zagubionych dusz i chorób mózgu, próbując zmieścić jak najwięcej informacji w jak najkrótszym czasie i zdaniu.
Nawet te "dzieciowe" posty ukazują mało mnie ostatnio. Wszystko przez to, że ostatnio mało mnie jest gdziekolwiek. Biorąc pod uwagę fakt iż owe "ostatnio" trwa kilka miesięcy, kiedy przyszło co do czego, spostrzegłam jak wiele wokół się zmieniło.

Jak wiele można powiedzieć, jak wiele można usłyszeć. Starać się robić wtedy dobrą minę do złej gry, udawać, że nie zabolało i ukrywać łzy, nieudolnie. Znowu trwać z pustką w żołądku i gdzieś w klatce, z myślą, żeby tylko przetrwać, najpierw do południa potem do wieczora. Bo może coś się zmieni, może kilka zdań zostanie odwołanych, albo pojawią się nowe, kompletnie zmieniające postać rzeczy, dające powód do uśmiechu i nadzieję na słońce. Może znowu będę najważniejsza, jedyna, ja i teraźniejszość, zamiast przeszłość zaprzątająca głowy. Może jutro.
Znowu ciężko słuchać muzyki, a jednocześnie słysząc, nie jest w stanie skupić myśli na niczym innym jak na emocjach buchających niczym stado motyli. Tylko, że to ćmy, żadne kolorowe.
I nie bardzo wiadomo co zrobić, jak się zachować, jakie wyjście z sytuacji jest dobre, kiedy bardzo by się chciało zostać, a jednocześnie rozsądek przypomina, że bezpieczniej rzucić wszystko w cholerę niż próbować.
To dość niesamowite, jak długo może trwać otępienie, niezdawanie sobie sprawy i jednocześnie ten sam odcinek czasu można określić bardzo "szybkim" w stosunku do rzeczy jakie mogą ulec zmianie. Uczucia, myśli, wygląd, emocje, czy mimika.

W końcu człowiek patrzy przed siebie, chciałby się przedstawić, bo tak wypada, że jak się stoi z kimś sam na sam, na przeciw, to głupio się nie odezwać, więc wyciąga rękę i czuje zaskoczenie, niekoniecznie miłe, kiedy sobie uświadamia, że walnął dłonią w lustro.
Nie lubię się bawić ze sobą w chowanego, bo potem ciężko się znaleźć.
Tyle z mojego marudzenia i chandry, nikt nie jest ze stali, czasami trzeba poczuć smutek, żeby znowu docenić radość.
Więc, bez względu na przyszłość, muszę siebie znaleźć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz