środa, 17 grudnia 2014

Tag - Prześwietlamy matczyną torebkę!


Chyba już każdy zdążył zauważyć, że lubię TAGi, mimo, że takie notki zrobiłam tylko dwie, to wiele razy pisałam, że je uwielbiam, podobnie jak kanały na Youtube. Zrobiłam ten post jakiś czas temu, ale naturalnie nie starczyło mi czasu na publikację.
Niemniej jednak, postanowiłam nadrobić, ponieważ i tak, zaglądam tu ostatnio dość rzadko:)




wtorek, 9 grudnia 2014

Świąteczno-półroczna Wishlist.

Sezon świąteczny już za nami prawie, ale i tak postanowiłam stworzyć ową listę. Po pierwsze, sporo osób ma problem co mi podarować na święta i muszę przyznać, że za każdym razem gdy pytają sama nie wiem co odpowiedzieć. Posiedziałam więc trochę czasu zastanawiając się, co właściwie bym chciała dostać. Z prezentami jest tak, że najfajniej dostać to, co teoretycznie można kupić samemu, ale za każdym razem coś nas powstrzymuje.


czwartek, 13 listopada 2014

Limburg.

w naszym domku trwa remont, a raczej zmiana ogrzewania. Do tej pory klimatyczne piecyki maja zostać zastapione przez kaloryfery. Niestety praca która ma trwać trzy tygodnie trwa już ponad dwa miesiące, wiec pomimo posiadania alternatywnego ogrzewania, ostatni czas postanowiliśmy spędzić u taty, w Limburgu. Z racji braku komputera nie mogłam dodać wielu zdjeć, niemniej, jest to najpiękniejsza starówka jaka kiedykolwiek widziałam. 
Czy tylko mi kojarzą sie jakby były zrobione z piernika?:)



sobota, 25 października 2014

Jesień, welcome!


Wszyscy wciąż przeżywają koniec lata i płaczą nad burą pogodą, która wdarła się prawie na dobre do naszego krajobrazu.  Prawie wszyscy marzą by niekończące się upały rodem z Karaibów i chłodzenie zimnymi napojami trwały cały rok.
No, prawie wszyscy. Nie wiem czy jestem jedyna, czy może znajdzie się jakieś grono podzielających moje zdanie ludzi, ale ja nie rozpaczam na myśl o  chłodniejszych miesiącach, wręcz przeciwnie.




poniedziałek, 20 października 2014

czwartek, 16 października 2014

Gdzie się podziałam?


Zgubiłam się, chociaż nawet nigdzie nie wyjeżdżałam. Nie mogę ostatnio się pozbierać, tyle pomysłów, rzeczy do zrobienia, aż bucha głowa. Chciałoby się wszystko naraz, niestety nie ma tak dobrze, trzeba na spokojnie, po kolei i długo. A zapał trwa, zastanawiam się tylko kiedy przerodzi się w ten słomiany, ale, bez czarnowidzenia proszę:)
Poza moim marudzeniem jest też porcja zdjęć na temat tego, czym się zajmowałam przez ostatnie dni:)



sobota, 20 września 2014

7 & 8.


 Ostatnio w naszym życiu działo się dużo różnych rzeczy, które wpłynęły na przestój w pisaniu notek. Niestety dlatego, zupełnie nie miałam głowy, by opisać siódmy miesiąc z życia J. Wyrzuty sumienia były ogromne, złość na systematyczność też, ale po jednym potknięciu nikt od razu nie łamie nóg, więc teraz dwa w jednym, czyli oba ostatnie miesiące mojej córki w jednej notce :).




środa, 13 sierpnia 2014

Subiektywny ranking pięciu najlepszych seriali.



 Wciąż panują wakacje, co oznacza, że większość seriali(a przynajmniej wszystkie moje ulubione) ma przerwę i na nowe sezony trzeba poczekać min do września. Kiedy mam jakiś cień wolnej chwili, zazwyczaj właśnie wykorzystywałam go na mały chillout przy laptopie, teraz poszukuje nowego serialu, który by mnie wciągnął, a, że korzystam przy tym z rad znajomych, postanowiłam, że i ja podzielę się swoim Top 5.




poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Wymieniamy fotelik - z osłoną tułowia czy nie?


Nadchodzi w końcu czas by wymienić fotelik. J. ma co prawda 7,5kg a Maxi Cosi jest do trzynastu, jednak nie będzie przesadą jeśli powiem, że ona po prostu nie cierpi w nim siedzieć. Wszystko za sprawą profilu łódki, który ustawia ją w pozycji pół leżącej co jej zwyczajnie nie odpowiada odkąd nauczyła się siedzieć. Nie pozostawało nam nic innego jak zaopatrzyć się w jego zamiennik, co, jak się okazało, nie było takie proste.


piątek, 8 sierpnia 2014

Kosmetyczno - niekosmetyczni ulubieńcy.


A czemu nie? Wakacje są:P. Za wiele to tych ulubieńców nie mam, ale od czasu do czasu lubię się podzielić moimi odkryciami. Co prawda nie mam wypchanej szafy kosmetykami, wręcz ostatnio zrobiłam porządek kierując się względną zasadą minimalizmu(o ile na minimalizm w ogóle mnie stać) i część rzeczy oddałam siostrzenicy KP. Sama lubię poczytać co się sprawdza, co nie, a więc oto moja lista.


poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Rok po ślubie.

Mam taką miłość.
Mogę przyjść z każdym problemem, choćby błahym i zawsze znajdzie czas.
Usiądę na kolanach, albo chociaż obok, przytulę się i znajdę pocieszenie, w czułych gestach, niekoniecznie słowach.
Poświęcamy sobie nawzajem czas, nawet jeśli ten ucieka przez palce jak gazela na safari. Chociaż chwilę, chociaż dwie. Odcinek ulubionego serialu, nieoglądany wcześniej film, albo ten oglądany już dwa razy. Nie oszukujemy się, nie kłamiemy, nie gramy. Mówimy wprost, zawsze kiedy jest coś do powiedzenia i milczymy kiedy do powiedzenia nic nie ma. Nigdy na odwrót. Rozumiemy się czasem bez słów, czasem w kilku zdaniach. Rozmawiamy o ważnym i nieważnym, zwykłym dniu, małym sukcesie i gorzkiej porażce. Nie musi pierw wiedzieć o co chodzi, zawsze najpierw uspokaja.  Mogę płakać kiedy potrzebuję, a potem śmiać się z radością przez łzy, bo ktoś od razu je ściera.
Zna moje słabostki, złe strony, docenia walkę z nimi i pomaga w niej szukając najlepszych rozwiązań. Wybacza błędy, widzi gesty. Czuję, w każdym szybkim powrocie, zrobionej herbacie, albo zjedzonym obiedzie, nawet, jeśli żołądek był wcześniej pełny.
Nie zawsze mnie rozumie, ale wcale nie musi, wystarczy, że zawsze akceptuje.
Nie zawsze widzę, zawsze jest. Taka miłość. Taka... wyśniona.

poniedziałek, 28 lipca 2014

Cała prawda o piciu wody.

Woda, esencja życia. Sposób na gładką cerę, zbędne kilogramy czy samopoczucie. Nie ma chyba nikogo kto by nie słyszał o jej cudownym działaniu. Powiadają, że to samo zdrowie i powinno się wypijać półtorej, dwa litry dziennie. Na pewno? W końcu każdy człowiek jest inny, różnimy się kilogramami, stylem życia i odżywianiem, czy w takim razie ta liczba, o której trąbią wszędzie jest naprawdę uniwersalna? Nurtowało mnie i to, i kilka innych pytań dotyczących wody, a jeśli Was też - to zajrzyjcie dalej by dowiedzieć się: "Co z tą wodą?"

piątek, 25 lipca 2014

Wishlist.



Ostatniego czasu prawie wszyscy robią chciejlisty i muszę przyznać, że oglądam je zawsze z zaciekawieniem, stąd postanowiłam sama takową zrobić. Ponieważ jednak jestem zakupoholiczką ostatnio tylko w temacie dzieciowych artykułów, nie będę się porywać broń Boże z comiesięczną serią. Miała być półroczna, ale jednak spróbuję wersji kwartalnej, choć podchodzę do niej z dużym sceptycyzmem.





czwartek, 24 lipca 2014

Nocna wena.


 Praktycznie za każdym razem wena przychodzi w nocy. Kiedy właśnie wyłączyłam laptopa, odłożyłąm książkę i telefon, będąc tak padnięta, że nie jestem w stanie mieć dłużej otwartych oczu.
Umysł się odpręża, myśli zaczynają wędrować swobodnie w mojej głowie i wtedy....



poniedziałek, 21 lipca 2014

6.

Od wczoraj*, J. oficjalnie ma sześć miesięcy za pasem. Ponieważ przedwczoraj były urodziny mojego męża, świętowaliśmy podwójnie :). Jeśli chodzi o jej rozwój, ten miesiąc był dość leniwy, nie
zdarzyło się nic takiego "wow", mieliśmy za to kilka swoich pierwszych razów tych fajnych i tych mniej fajnych.
Jedno jest pewne, na nudę nie mogliśmy narzekać:).




*właściwie to przedwczoraj - znowu jest na bakier czasowo, musicie wybaczyć:)

poniedziałek, 7 lipca 2014

Trumienny luksusik.


Ten tydzień minął tak zmiennie i szaleńczo, że czułam się jakby trwał miesiąc. Macie takie chwilę, że najchętniej spakowalibyście manatki w jednej sekundzie, a w drugiej ruszyli przed siebie w nieznane? Można powiedzieć, że jest to doskonałe podsumowanie moich siedmiu dni.




piątek, 4 lipca 2014

Inspiracje: Miejsce do pracy w małym wnętrzu.


Ostatnimi czasy nie robię nic innego poza próbowaniem. próbuję nie zwariować na przykład. Kot przechodzi ciężko rolę tego drugiego, więc chodzi i sika gdzie popadnie, mąż w domu tylko śpi, a dziecko głośno wyraża swoje niezadowolenie z powodu ząbkowania. Jeśli chodzi o mnie, to gdy tylko usłyszę "bita śmietana" albo "Lindt", ślinię się tak, że momentalnie mdleję z odwodnienia.
Żeby więc nie myśleć o grzechach w jedynych wolnych chwilach, które mam, siedzę i podziwiam "internety", bo na nic lepszego przez ostatni tydzień nie było mnie stać. A oto rezultat tego podziwiania, czyli kolejne inspiracje, absolutnie nie mające nic wspólnego z kolejnym gruntownym przemeblowaniem, szykującym się już niedługo:).







piątek, 27 czerwca 2014

Winna.



Ostatnie dni mijają mi jakbym spędziła je chodząc z wielką kulą na głowie wypełnioną wodą. Nie wspominając o nadmiernym ziewaniu i nieustannym psikaniu sobie wodą termalną w twarz by otworzyć chociaż odrobinę oczy. Nie jestem jednak osobą, która chętnie przyznaje się do błędów, więc zwaliłam wszystko na złą dietę i brak odpowiedniego nawodnienia. Wiecie, bo to przecież wina lodówki, że mnie źle karmi.


środa, 25 czerwca 2014

Skarpetki Peelingujące.

 


Same skarpetki zakupiłam już jakiś miesiąc temu, z zamiarem wypróbowania ich na sobie i na moim mężu. Niestety ten wyłamał się, gdy tylko zobaczył, że to nie są żadne milusie, wełniane z niewidzialną tarką w środku, jak początkowo chyba myślał. Muszę przyznać, że zanim jeszcze zobaczyłam co i jak, a same skarpetki gdzieś tam obijały mi się o uszy, wyobrażenie miałam podobne. No, bo, odrzucając to co już wiecie o tych cudach, co pierwsze, luźno przychodzi Wam do głowy, gdy słyszycie "peelingujące skarpetki"?






piątek, 20 czerwca 2014

5.

Za każdym razem obiecuję sobie, że pomiędzy notkami o mojej córce znajdzie się na tym blogu kilka innych notek. Wygląda jednak na to, że tylko w stosunku do czegoś co jest z nią związane potrafię
być systematyczna. Może połączę z nią jakoś moje złe nawyki żywieniowe, żeby systematycznie ich nie popełniać? Tak czy siak, kolejna notka siedzi, co oznacza nic innego jak kolejny miesiąc naszego wspólnego życia za pasem i, mam nadzieję, kilkaset takich miesięcy przed nami. Zwłaszcza, że wiele się działo, a J. skoczyła w rozwoju niczym australijski kangur:).



wtorek, 3 czerwca 2014

W poszukiwaniu rozrywki.

Straszna rzecz się stała.
Okazało się, że trzy sezony "Hart of Dixie" to jednak nie tak dużo i już zdążyłam je obejrzeć. Może  "już" to nie jest najlepsze określenie biorąc pod uwagę te kilka miesięcy, ale gdyby nie liczyć przerwy na rodzenie i oswajanie się z nowym domownikiem, byłby to naprawdę krótki okres czasu.
Akurat zgrało się to z końcem kolejnego sezonu "Supernatural", a i "Dwóch i pół" niewiele już zostało. Po krótkim acz intensywnym rozpaczaniu, postanowiłam wziąć się w garść, bo przecież jakoś odchamiać się od czasu do czasu trzeba, nawet jeśli oznacza to skrócenie czasu snu.

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Inspiracje - Prosty Mani

Naklejki to chyba najszybsza metoda na ciekawy mani.


Im mniej masz możliwości lub czasu, tym bardziej chcesz czegoś, co tego wymaga. W moim przypadku to głównie wymyślne fryzury i malowanie paznokci. Włosy ścięłam tak krótko, że mam już niewielkie pole manewru, jeśli jednak chodzi o manicure, bardzo tęsknię za wymyślnymi wzorkami, a sklepowe półki mijam z westchnięciem, bo na co mi nowy?
Poszperałam w necie i znalazłam kilka nie czasochłonnych pomysłów, które pozwolą mi, mam nadzieję, zaspokoić głód na paznokciowe szaleństwo, nie musząc jedynie zaspokajać się jednokolorowymi szponami. Nie twierdzę, że natykam się na nie pierwszy raz, wręcz przeciwnie, są tak banalne, że szok, ale to chyba ogólna przypadłość ludzka, że na najbardziej oczywiste rzeczy wpada się na końcu.:)




czwartek, 29 maja 2014

Jak relaksuje się sługa.







 Życie początkującego sługi jest ciężkie. Co prawda miałam wcześniej praktyki, kiedy to byłam sługą tylko jednego władcy i moje życie ograniczało się do miziania za uszkiem, udostępniania swoich kończyn jako drapaka, biegania z kijkiem po pokoju jak głupek, a także zmieniania kuwety i napełniania michy, ale potem wyszłam za mąż. W sumie dwa ostatnie podpunkty jedynie się podwoiły, doszło też kilka nowych, na niektóre nawet bym nie narzekała, w końcu urodziłam dziecko.(:P)









niedziela, 25 maja 2014

4.

Cztery miesiące już za nami, jeśli o mnie chodzi to czas wcale nie płynie tak szybko jakbym chciała, a chciałabym, żeby J. już biegała, rechotała, albo chociaż siedziała. Przypuszczam jednak, że kiedy to
wszystko się zdarzy, będę sobie pukała w głowę mówiąc "Głupia, wtedy było tyle spokoju!".
Już zaczynam powoli patrzeć na przeróżne ochraniacze do szafek, a w głowie zanotowałam, że trzeba koniecznie powiesić telewizor, żeby nie mogła go zwalić. W końcu teraz nie robią już takich kolosów jak kiedyś.
Póki co, dni są dalej pełne mojego zachwytu i zakochanego spojrzenia, pulpit mojego mózgu ma jej oczy i uśmiech, a także to jak wygina rączki gdy coś się jej bardzo podoba.
A oto jak nam minęły kolejne cztery tygodnie.

wtorek, 22 kwietnia 2014

Święta, co nie minęły, Morderca i stypa.

Skoro już po świętach, wiele osób opowiada sobie nawzajem jak przebiegły, czy był zajączek (?!) i tak dalej. Mnóstwo blogerek również, ale zdecydowanie wolę to od postów "w trakcie", czyli: "właśnie zasiadamy do śniadania, jest cudownie, oby tak dalej", czyli dwa zdania, milion zdjęć i właściwie notka odhaczona. No, ale ja przecież nie będę się tu skupiać na tym jak minęły komuś święta, skoro mam do opowiedzenia moje własne wrażenia.
U nas święta nie minęły.

poniedziałek, 21 kwietnia 2014

3.



Od wczoraj Kruszyna ma trzy miesiące. Wcześniej patrząc na nią cały czas myślałam, kiedy zacznie się uśmiechać, łapać rączkami i rozumieć, wydawało mi się że to jeszcze tyle czasu, a ja bym chciała już. Teraz zastanawiam się, gdzie podziały się te trzy miesiące, zdaje się, że wczoraj urodziłam! Czytając moje poprzednie dwa posty podsumowujące pierwsze miesiące, jestem w szoku jak szybko to wszystko się zmienia. J. nie przypomina już małego, zapuchniętego bobasa jakiego "poznałam" i, chociaż dalej ma fałdki, to już całkiem konkretna babka.




piątek, 11 kwietnia 2014

Inspiracje - Wielkanoc




Wielkanoc tuż, tuż, ja z postami na bakier, więc pomyślałam, że podzielę się chociaż inspiracjami świątecznymi. Przyznam, że do tej pory jeśli chodzi o dekoracje wielkanocne, moja głowa aż świszczała z wszechobecnej pustki. Jednak przeglądając Pinterest natknęłam się na kilka naprawdę ciekawych pomysłów. Kto wie, może je wykorzystam w tym roku :).






wtorek, 25 marca 2014

Rzeczy, które nauczyłam się jako kura domowa.



1. Firanki zawieszać najlepiej na mokro.

2. Noże ceramiczne to zbawienie, zwłaszcza, jeśli normalnie krojenie wszystkich składników zajmuje Ci za dużo czasu, albo coś pozornie "ciężko się kroi" i na samą myśl o tym chce się płakać.

3. Jeśli nawet ogórkowa była Waszą ulubioną zupą, po przetarkowaniu kilku kiszonych, nie można na nią patrzeć.

4. Sprzątanie częściej to sprzątanie dla leniwych. Kto w końcu chce raz w roku szorować piekarnik pięć godzin, skoro raz w tygodniu można go po prostu przetrzeć?

5. Mrożenie składników lub kupowanie mrożonych warzyw to też gotowanie dla leniwych. Ale jest równie pyszne i prawie tak samo zdrowe, a jeśli do tego zajmuje mniej czasu, to można częściej gotować zdrowe obiadki zamiast zamawiać pizze. Bilans wychodzi na zero, albo nawet lepiej:).

6. Może i wcześniej nikt nie chciał, żeby rodzice wtrącali się w życie, ale kiedy trzeba samemu wszystko ogarniać domowe obiadki od mamy są zawsze w cenie. Zwłaszcza jeśli owa mama ugotuje porządny zapas na miesiąc. To tak, jakby przyszła wiosna w środku zimy:)

poniedziałek, 24 marca 2014

2.




Tym razem piszę nieco z opóźnieniem, ale moja "młodzież" mnie absorbuje na tyle, że wieczorami marzę o łóżku i tajemniczym panie Morfeuszu(Nie martw się B., to żaden kochanek!). Otóż dokładnie cztery dni temu J. skończyła dwa miesiące. Kiedy napisałam notkę o tytule "1.", zastanawiałam się jak wiele się zmieni i czy będzie o czym pisać w kolejnym miesiącu. Naturalnie zmieniło się wiele, a mojej miesięczniary nie idzie już poznać.





czwartek, 20 lutego 2014

1.


Właściwie po serii o ciążowych tygodniach, miałam sobie resztę odpuścić, ale matkowanie mnie tak wciągnęło, że skoro dodaje posty i tak rzadko z powodu takiego, że nie bardzo mam czas myśleć o czymkolwiek innym, postanowiłam podzielić się i tym. Macierzyństwem.


Moje dziecko skończyło dziś równo miesiąc.
[Swoją drogą nie bardzo wiem, czy można skończyć nie równo miesiąc i czy napisanie tak, byłoby poprawne,  ale egal.]


Zanim opróżnili mnie z Małej, byłam święcie przekonana, że takie szkraby w pierwszych tygodniach życia jedynie jedzą, śpią i walą w pieluchę. I, chociaż słyszałam mnóstwo "śpij póki możesz, bo potem się skończy", ciężko mi było w to uwierzyć, byłam przekonana, że owe nie spanie i tym podobne, nastąpią jakoś tak płynnie.
Och, jak bardzo się myliłam!


środa, 5 lutego 2014

A wszystko to, bo Ciebie kocham!

- Jaka ona gruba!
- Bartłomiej, nie mówi się tak, wiesz, że ja tez jestem gruba?
chwila milczenia
- Ale ja o tamtej grubej mowię.


- Brokuły to te małe sałaty?
- Nie, to te zielone kalafiory.


- Wiesz co, tą bieżnię to jednak trzeba kupić.
- O, a skąd ta zmiana?
- No, bo to nam się zwróci, na paliwie, teraz samochód jednak trochę spala od ciężaru.


- Wiesz, jesteś i tak najładniejsza, no, ale zobacz na nią!





wtorek, 28 stycznia 2014

Pregnancy TAG.


Wygenerowałam wreszcie trochę czasu by skrobnąć coś na temat ostatnich dni. Mogę powiedzieć jedno: nie wiem jak do tej pory mogłam funkcjonować bez J. Niby minęło dopiero 8 dni, ale nie potrafię sobie nawet przypomnieć tamtego okresu. Teraz, mimo, że jestem wymęczona i dopadł mnie pierwszy dół z okazji nie ogarniania siebie domu i Małej naraz(co przecież niby jest normalne), to moje życie nabrało takich kolorów, że można by nawet wymyślić jakieś nowe. Za każdym razem kiedy pochylam się nad nią i widzę jak mi się przygląda, albo kiedy drzemie po karmieniu i przypadkiem się uśmiechnie moje serce robi fikołki. Nawet kiedy słyszę jej płacz to jedna część mnie biegnie, żeby jak najszybciej go załagodzić, a druga skacze z radości, że może go słyszeć.

sobota, 18 stycznia 2014

40 Tydzień.

1. Bezsenność miesza się z sennością. Wiem jak to dziwnie brzmi, ale z samym zaśnięciem mimo zmęczenia mam trudności, wiercę się tylko z boku na bok, ale jeśli już zasnę, mogłabym spać i spać.
2. Malutką czuję już bardzo nisko, sprawia mi wręcz ból kiedy muszę się przekręcić, pachwiny również dają się we znaki. Oczywiście, biorąc pod uwagę, że znam powód takiego bólu, traktuję go nieco mniej poważnie:)
3. Miałam kilka dni, w których wyczuwałam rzadsze ruchy płodu, stąd , uraczyłam kolejną wycieczkę do szpitala na kontrole, z której wyszłam sfrustrowana, że dalej nic się nie dzieje, ale za to z numerem telefonu i wizytą(w końcu)u lekarza, który ma odbierać mój poród.
4. Wizyta na szczęście wyjaśniła wszystko, ale czekając w poczekalni strasznie się denerwowałam, bo okazało się, że owy specjalista, mimo wieku 40+ spokojnie mógłby grać rolę w "Pięćdziesięciu Twarzach Grey'a". Rozumiecie, że rozbierać się przy takim ciachu było ciężko, nawet dla szczęśliwej mężatki. :P 
5. Nasza J.  przebiła wszystko, jako, że komputer wyliczył cztery i pół kilo. Moja mama złapała się za głowę(właściwie rozmawiałam z nią przez telefon, więc nie widziałam, ale tak przypuszczam)i powiedziała, że to dwa kilo więcej niż mój brat i, że chyba upadłam na głowę hodując takiego wielkoluda. Jakbym miała jakikolwiek na to wpływ !:)
6. Wobec powyższego, została podjęta decyzja co do tego jak będę rodzić. Muszę przyznać, że bardzo się obawiałam, pamiętając moją ostatnią rozmowę z lekarzem(na szczęście innym)w szpitalu, naciskania na jakiś konkretny sposób, na szczęście zostałam potraktowana bardzo profesjonalnie, wyjaśnione zostały mi wszelakie wątpliwości oraz opisane wszystkie możliwości i na prawdę, chyba to mnie najbardziej uspokoiło, w końcu wiem co i jak, nie martwiąc się co będzie jeśli za chwilę dostanę skurczy.
7. Skurcze jednak się nie zapowiadają, nie przejmuję się mimo to, bo wiem, że to już ostatni tydzień mojej ciąży :). Strach ustąpił podnieceniu i nie mogę się doczekać aż w końcu, razem z B., przytulimy nasze maleństwo, a jednocześnie wydaje mi się to naprawdę bardzo abstrakcyjne, że już nie długo, zobaczymy noworodka, który mieszka teraz w moim brzuchu. W sensie, tam NAPRAWDĘ coś jest!
8. Zaopatrzyliśmy się też w przewijak, długo zastanawiając i podejmując decyzje w ostatniej chwili. Nie chcieliśmy kupować takiej szafki, uznaliśmy to za zbyt duży wydatek, w dodatku, nie znaleźlibyśmy miejsca już na niego, ale kompaktowa wersja dołączana do łóżeczka była w sam raz.
9. Cieszę się, że jestem w ciąży i w ogóle, ale już myślami jestem przy pierwszych ćwiczeniach i powrocie do wagi. Sporo się nazbierało tu i ówdzie, toteż mimo woli zastanawiam się czy i jak szybko uda mi się pozbyć nadprogramowych kilogramów.
 10. Nadszedł też dzień sprawdzania fotelika, poprawiania pościeli, oglądania ciuszków i ostatnich porządków. Dużą radość sprawia myślenie, że już niedługo, już wiadomo kiedy, Kogoś przykryjemy kołderką, przy kim przyciszymy telewizor. Wzruszam się na samą myśl:):).

poniedziałek, 13 stycznia 2014

39 Tydzień.

1. Niedzielne KTG okazało się naturalnie książkowe, chociaż Mała wierciła się tak, że często urządzenie po prostu ją gubiło. Położna powiedziała, że niezłego rock'and'roll'owca mam w brzuchu:).
2. Pogodziłam się z faktem, że poród przebiegnie w terminie, za to moja mama usilnie mi mówi, że do 10 stycznia zdążę urodzić.
3. Po dotyku brzucha idzie wyczuć czy to jakaś kończyna czy inna część ciała naciąga moją skórę. Wg mojego wprawnego oka, czasami też widać.
4. Oddech dalej mam ciężki od noszenia Małej, jak mówi B. - rodem z horroru.
5. Sprzątam, ściągam firanki i tak dalej - czyżby nadzieja jednak się tliła?
6. Swoje uczucia przelewam na kota, który jest zachwycony porcją tulasków jaka go spotyka każdego dnia. Jeszcze bardziej zastanawiam się co czeka mnie(i jego) potem.
7. Radość dopadła też B., który to zaczął pokazywać mi w gazetkach rzeczy dla Małej i przysięgam, wyraźnie usłyszałam "to mi się podoba, może kupimy?". Coś czuję, że przepowiada to szaleństwo tatusia :).
8. Na mnie jednak nie zostawia suchej nitki, ostatnio stwierdził, że bieżnia to nam się w domu przyda, ba, nawet zwróci, bo teraz jak gdzieś razem jedziemy autem, to spalanie większe, rozumiecie.
9. Wyniki tarczycy się unormowały, przyszła tez bezsenność, nie do końca jestem pewna czy to zasługa leków czy lęków, ale znowu nocami gapię się w sufit jak sowa.
10.  Głodny jestem, ciągle. I to nie z tych głodów, w których ma się na coś ochotę, tylko z tych, w których brzuch burczy, że wstyd przy ludziach stać.

niedziela, 5 stycznia 2014

38 Tydzień.

1. Wrócił mi smak chyba, jako, że kebab spowrotem jest zjadliwy. Właściwie to mało powiedziane, jest boski!
2. Syndrom "wicia gniazda", po świątecznym lenistwie, oficjalnie wrócił:)
3. Zabijam czas jak się da, z racji, że jeszcze tyyyyyyyyyyyyle przede mną. Jakoś nie czuję, żeby coś szybciej zaczęło się dziać. Chociaż do Sylwestra jeszcze miałam nadzieję:)
4. Czuję za to jak nisko jest J. i jak w nocy uaktywnia się miażdżąc mi pęcherz i obijając o jajniki.
5. Z racji, że zajmuje miejsce w brzuchu po lewej, kiedy leżę na prawym boku, zdarza mi się poczuć jej stópki kopiące w bok, jakby chciała dać mi do zrozumienia, że jej nie wygodnie, cudowne uczucie:)
6. O ile w zeszłym tygodniu nie mogłam się doczekać wręcz porodu, tak teraz wcale mi się nie śpieszy. Stres z nim związany na nowo się pojawił.
7. Znowu też mieliśmy wycieczkę na porodówkę, bo na kontrolnej wizycie serce J. za szybko biło.  Znowu i znowu w szpitalu wyniki okazały się książkowe. Na wszelki wypadek jednak mam się jeszcze pojawić na kotrolne KTG w niedziele.
8. Z racji, że Mała wg wyliczeń mojej pani doktor waży 3700, trzeba było się zastanowić nad wcześniejszym wywoływaniem porodu lub cesarką. W szpitalu jednak nie bardzo chcieli podejmować już jakąkolwiek decyzję zasłaniając się możliwym błędem w obliczeniu wagi. Niby rozumiem, ale błąd może być w dwie strony w końcu no nie? Sugerowano jednak bym pomyślała o próbie rodzenia naturalnie, mimo wszystko.
9. Powyższe spowodowało spanie do 10 i do 4 zastanawianie się co to będzie. Tym bardziej, że podczas kontroli mielismy okazję usłyszeć obok rodzącą kobietę. Brzmiało dość przerażająco.
10. Mówiłam, że zakupy mnie przerażają? Strasznie! Jak spojrzę na szafę, jej marną zawartość, dodam do tego kolor moich włosów i w ogóle, to myślę, że do zestawu brakuje mi tylko fartuszka i podkrążonych oczu. A nie, tylko fartuszka. Pomnóżmy to przez terminy jakichkolwiek zakupów ciuchowych w najbliższym czasie. Ach, no tak, nie da się mnożyć przez zero.

czwartek, 2 stycznia 2014

Ulubieńcy 2013.

Lubię oglądać ulubieńców, stąd zdecydowałam się poświęcić temu post.  Jednak ani ja nie jestem wybitną testerką (kto wie co będzie kiedyś?), ani ten blog nie bardzo kosmetyczny, stąd i ulubieńcy nie miesięczni, ale roczni.
Ot tak, dla dzielenia się wiedzą bo i ja dzięki takim recenzjom odkryłam kilka perełek. :)





I malowanie brwi i kresek nigdy nie było łatwiejsze :)


Nakladana pod prysznicem na mokre ciało, które potem jest delikatnie osuszane  ręcznikiem. Pięknie pachnie doskonale nawilża, w moim przypadku sprawdziła się lepiej niż jakikolwiek balsam. Nawet w ciąży.



Przypomina taką do pleców w wersji mini:). Poprawiła moją skórę niewyobrażalnie od pierwszego uzycia, przestalam prawie używac peelingów. Myję nią twarz raz, dwa dziennie, ale nie mniej niż trzy razy w tygodniu, delikatnymi okrężnymi ruchami. Do tej pory nie miałam żadnych podrażnień, nawet najmniejszych i mogę ją polecić każdemu w ciemno.



Jednym się sprawdza, innym nie. Moje paznokcie zmieniłam w idealne. Niestety wróciły do starego stanu kilka miesięcy po jej odstawieniu, ale uważam, że i tak warto:)



Zostawić trzy minuty na włosach po czym spłukać. Ot cała filozofia, która sprawia , że moje włosy są jak po wizycie u fryzjera. I to wcale nie w cenie tej profesjonalnej :)



Dla tych którzy nie mają wprawy z kolorowymi pudrami sypkimi (na przykład ja). Wspaniale utrwala makijaż i matowi skórę, zdecydowanie moje największe odkrycie:)



Ciekawe co odkryję w tym roku:)