wtorek, 28 stycznia 2014

Pregnancy TAG.


Wygenerowałam wreszcie trochę czasu by skrobnąć coś na temat ostatnich dni. Mogę powiedzieć jedno: nie wiem jak do tej pory mogłam funkcjonować bez J. Niby minęło dopiero 8 dni, ale nie potrafię sobie nawet przypomnieć tamtego okresu. Teraz, mimo, że jestem wymęczona i dopadł mnie pierwszy dół z okazji nie ogarniania siebie domu i Małej naraz(co przecież niby jest normalne), to moje życie nabrało takich kolorów, że można by nawet wymyślić jakieś nowe. Za każdym razem kiedy pochylam się nad nią i widzę jak mi się przygląda, albo kiedy drzemie po karmieniu i przypadkiem się uśmiechnie moje serce robi fikołki. Nawet kiedy słyszę jej płacz to jedna część mnie biegnie, żeby jak najszybciej go załagodzić, a druga skacze z radości, że może go słyszeć.

sobota, 18 stycznia 2014

40 Tydzień.

1. Bezsenność miesza się z sennością. Wiem jak to dziwnie brzmi, ale z samym zaśnięciem mimo zmęczenia mam trudności, wiercę się tylko z boku na bok, ale jeśli już zasnę, mogłabym spać i spać.
2. Malutką czuję już bardzo nisko, sprawia mi wręcz ból kiedy muszę się przekręcić, pachwiny również dają się we znaki. Oczywiście, biorąc pod uwagę, że znam powód takiego bólu, traktuję go nieco mniej poważnie:)
3. Miałam kilka dni, w których wyczuwałam rzadsze ruchy płodu, stąd , uraczyłam kolejną wycieczkę do szpitala na kontrole, z której wyszłam sfrustrowana, że dalej nic się nie dzieje, ale za to z numerem telefonu i wizytą(w końcu)u lekarza, który ma odbierać mój poród.
4. Wizyta na szczęście wyjaśniła wszystko, ale czekając w poczekalni strasznie się denerwowałam, bo okazało się, że owy specjalista, mimo wieku 40+ spokojnie mógłby grać rolę w "Pięćdziesięciu Twarzach Grey'a". Rozumiecie, że rozbierać się przy takim ciachu było ciężko, nawet dla szczęśliwej mężatki. :P 
5. Nasza J.  przebiła wszystko, jako, że komputer wyliczył cztery i pół kilo. Moja mama złapała się za głowę(właściwie rozmawiałam z nią przez telefon, więc nie widziałam, ale tak przypuszczam)i powiedziała, że to dwa kilo więcej niż mój brat i, że chyba upadłam na głowę hodując takiego wielkoluda. Jakbym miała jakikolwiek na to wpływ !:)
6. Wobec powyższego, została podjęta decyzja co do tego jak będę rodzić. Muszę przyznać, że bardzo się obawiałam, pamiętając moją ostatnią rozmowę z lekarzem(na szczęście innym)w szpitalu, naciskania na jakiś konkretny sposób, na szczęście zostałam potraktowana bardzo profesjonalnie, wyjaśnione zostały mi wszelakie wątpliwości oraz opisane wszystkie możliwości i na prawdę, chyba to mnie najbardziej uspokoiło, w końcu wiem co i jak, nie martwiąc się co będzie jeśli za chwilę dostanę skurczy.
7. Skurcze jednak się nie zapowiadają, nie przejmuję się mimo to, bo wiem, że to już ostatni tydzień mojej ciąży :). Strach ustąpił podnieceniu i nie mogę się doczekać aż w końcu, razem z B., przytulimy nasze maleństwo, a jednocześnie wydaje mi się to naprawdę bardzo abstrakcyjne, że już nie długo, zobaczymy noworodka, który mieszka teraz w moim brzuchu. W sensie, tam NAPRAWDĘ coś jest!
8. Zaopatrzyliśmy się też w przewijak, długo zastanawiając i podejmując decyzje w ostatniej chwili. Nie chcieliśmy kupować takiej szafki, uznaliśmy to za zbyt duży wydatek, w dodatku, nie znaleźlibyśmy miejsca już na niego, ale kompaktowa wersja dołączana do łóżeczka była w sam raz.
9. Cieszę się, że jestem w ciąży i w ogóle, ale już myślami jestem przy pierwszych ćwiczeniach i powrocie do wagi. Sporo się nazbierało tu i ówdzie, toteż mimo woli zastanawiam się czy i jak szybko uda mi się pozbyć nadprogramowych kilogramów.
 10. Nadszedł też dzień sprawdzania fotelika, poprawiania pościeli, oglądania ciuszków i ostatnich porządków. Dużą radość sprawia myślenie, że już niedługo, już wiadomo kiedy, Kogoś przykryjemy kołderką, przy kim przyciszymy telewizor. Wzruszam się na samą myśl:):).

poniedziałek, 13 stycznia 2014

39 Tydzień.

1. Niedzielne KTG okazało się naturalnie książkowe, chociaż Mała wierciła się tak, że często urządzenie po prostu ją gubiło. Położna powiedziała, że niezłego rock'and'roll'owca mam w brzuchu:).
2. Pogodziłam się z faktem, że poród przebiegnie w terminie, za to moja mama usilnie mi mówi, że do 10 stycznia zdążę urodzić.
3. Po dotyku brzucha idzie wyczuć czy to jakaś kończyna czy inna część ciała naciąga moją skórę. Wg mojego wprawnego oka, czasami też widać.
4. Oddech dalej mam ciężki od noszenia Małej, jak mówi B. - rodem z horroru.
5. Sprzątam, ściągam firanki i tak dalej - czyżby nadzieja jednak się tliła?
6. Swoje uczucia przelewam na kota, który jest zachwycony porcją tulasków jaka go spotyka każdego dnia. Jeszcze bardziej zastanawiam się co czeka mnie(i jego) potem.
7. Radość dopadła też B., który to zaczął pokazywać mi w gazetkach rzeczy dla Małej i przysięgam, wyraźnie usłyszałam "to mi się podoba, może kupimy?". Coś czuję, że przepowiada to szaleństwo tatusia :).
8. Na mnie jednak nie zostawia suchej nitki, ostatnio stwierdził, że bieżnia to nam się w domu przyda, ba, nawet zwróci, bo teraz jak gdzieś razem jedziemy autem, to spalanie większe, rozumiecie.
9. Wyniki tarczycy się unormowały, przyszła tez bezsenność, nie do końca jestem pewna czy to zasługa leków czy lęków, ale znowu nocami gapię się w sufit jak sowa.
10.  Głodny jestem, ciągle. I to nie z tych głodów, w których ma się na coś ochotę, tylko z tych, w których brzuch burczy, że wstyd przy ludziach stać.

niedziela, 5 stycznia 2014

38 Tydzień.

1. Wrócił mi smak chyba, jako, że kebab spowrotem jest zjadliwy. Właściwie to mało powiedziane, jest boski!
2. Syndrom "wicia gniazda", po świątecznym lenistwie, oficjalnie wrócił:)
3. Zabijam czas jak się da, z racji, że jeszcze tyyyyyyyyyyyyle przede mną. Jakoś nie czuję, żeby coś szybciej zaczęło się dziać. Chociaż do Sylwestra jeszcze miałam nadzieję:)
4. Czuję za to jak nisko jest J. i jak w nocy uaktywnia się miażdżąc mi pęcherz i obijając o jajniki.
5. Z racji, że zajmuje miejsce w brzuchu po lewej, kiedy leżę na prawym boku, zdarza mi się poczuć jej stópki kopiące w bok, jakby chciała dać mi do zrozumienia, że jej nie wygodnie, cudowne uczucie:)
6. O ile w zeszłym tygodniu nie mogłam się doczekać wręcz porodu, tak teraz wcale mi się nie śpieszy. Stres z nim związany na nowo się pojawił.
7. Znowu też mieliśmy wycieczkę na porodówkę, bo na kontrolnej wizycie serce J. za szybko biło.  Znowu i znowu w szpitalu wyniki okazały się książkowe. Na wszelki wypadek jednak mam się jeszcze pojawić na kotrolne KTG w niedziele.
8. Z racji, że Mała wg wyliczeń mojej pani doktor waży 3700, trzeba było się zastanowić nad wcześniejszym wywoływaniem porodu lub cesarką. W szpitalu jednak nie bardzo chcieli podejmować już jakąkolwiek decyzję zasłaniając się możliwym błędem w obliczeniu wagi. Niby rozumiem, ale błąd może być w dwie strony w końcu no nie? Sugerowano jednak bym pomyślała o próbie rodzenia naturalnie, mimo wszystko.
9. Powyższe spowodowało spanie do 10 i do 4 zastanawianie się co to będzie. Tym bardziej, że podczas kontroli mielismy okazję usłyszeć obok rodzącą kobietę. Brzmiało dość przerażająco.
10. Mówiłam, że zakupy mnie przerażają? Strasznie! Jak spojrzę na szafę, jej marną zawartość, dodam do tego kolor moich włosów i w ogóle, to myślę, że do zestawu brakuje mi tylko fartuszka i podkrążonych oczu. A nie, tylko fartuszka. Pomnóżmy to przez terminy jakichkolwiek zakupów ciuchowych w najbliższym czasie. Ach, no tak, nie da się mnożyć przez zero.

czwartek, 2 stycznia 2014

Ulubieńcy 2013.

Lubię oglądać ulubieńców, stąd zdecydowałam się poświęcić temu post.  Jednak ani ja nie jestem wybitną testerką (kto wie co będzie kiedyś?), ani ten blog nie bardzo kosmetyczny, stąd i ulubieńcy nie miesięczni, ale roczni.
Ot tak, dla dzielenia się wiedzą bo i ja dzięki takim recenzjom odkryłam kilka perełek. :)





I malowanie brwi i kresek nigdy nie było łatwiejsze :)


Nakladana pod prysznicem na mokre ciało, które potem jest delikatnie osuszane  ręcznikiem. Pięknie pachnie doskonale nawilża, w moim przypadku sprawdziła się lepiej niż jakikolwiek balsam. Nawet w ciąży.



Przypomina taką do pleców w wersji mini:). Poprawiła moją skórę niewyobrażalnie od pierwszego uzycia, przestalam prawie używac peelingów. Myję nią twarz raz, dwa dziennie, ale nie mniej niż trzy razy w tygodniu, delikatnymi okrężnymi ruchami. Do tej pory nie miałam żadnych podrażnień, nawet najmniejszych i mogę ją polecić każdemu w ciemno.



Jednym się sprawdza, innym nie. Moje paznokcie zmieniłam w idealne. Niestety wróciły do starego stanu kilka miesięcy po jej odstawieniu, ale uważam, że i tak warto:)



Zostawić trzy minuty na włosach po czym spłukać. Ot cała filozofia, która sprawia , że moje włosy są jak po wizycie u fryzjera. I to wcale nie w cenie tej profesjonalnej :)



Dla tych którzy nie mają wprawy z kolorowymi pudrami sypkimi (na przykład ja). Wspaniale utrwala makijaż i matowi skórę, zdecydowanie moje największe odkrycie:)



Ciekawe co odkryję w tym roku:)