poniedziałek, 13 stycznia 2014

39 Tydzień.

1. Niedzielne KTG okazało się naturalnie książkowe, chociaż Mała wierciła się tak, że często urządzenie po prostu ją gubiło. Położna powiedziała, że niezłego rock'and'roll'owca mam w brzuchu:).
2. Pogodziłam się z faktem, że poród przebiegnie w terminie, za to moja mama usilnie mi mówi, że do 10 stycznia zdążę urodzić.
3. Po dotyku brzucha idzie wyczuć czy to jakaś kończyna czy inna część ciała naciąga moją skórę. Wg mojego wprawnego oka, czasami też widać.
4. Oddech dalej mam ciężki od noszenia Małej, jak mówi B. - rodem z horroru.
5. Sprzątam, ściągam firanki i tak dalej - czyżby nadzieja jednak się tliła?
6. Swoje uczucia przelewam na kota, który jest zachwycony porcją tulasków jaka go spotyka każdego dnia. Jeszcze bardziej zastanawiam się co czeka mnie(i jego) potem.
7. Radość dopadła też B., który to zaczął pokazywać mi w gazetkach rzeczy dla Małej i przysięgam, wyraźnie usłyszałam "to mi się podoba, może kupimy?". Coś czuję, że przepowiada to szaleństwo tatusia :).
8. Na mnie jednak nie zostawia suchej nitki, ostatnio stwierdził, że bieżnia to nam się w domu przyda, ba, nawet zwróci, bo teraz jak gdzieś razem jedziemy autem, to spalanie większe, rozumiecie.
9. Wyniki tarczycy się unormowały, przyszła tez bezsenność, nie do końca jestem pewna czy to zasługa leków czy lęków, ale znowu nocami gapię się w sufit jak sowa.
10.  Głodny jestem, ciągle. I to nie z tych głodów, w których ma się na coś ochotę, tylko z tych, w których brzuch burczy, że wstyd przy ludziach stać.

1 komentarz:

  1. piękny brzuszek! :) uśmiałam się z Twojego wpisu, a z szaleństwa Pana Tatusia tylko się cieszyć :D
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń