czwartek, 20 lutego 2014

1.


Właściwie po serii o ciążowych tygodniach, miałam sobie resztę odpuścić, ale matkowanie mnie tak wciągnęło, że skoro dodaje posty i tak rzadko z powodu takiego, że nie bardzo mam czas myśleć o czymkolwiek innym, postanowiłam podzielić się i tym. Macierzyństwem.


Moje dziecko skończyło dziś równo miesiąc.
[Swoją drogą nie bardzo wiem, czy można skończyć nie równo miesiąc i czy napisanie tak, byłoby poprawne,  ale egal.]


Zanim opróżnili mnie z Małej, byłam święcie przekonana, że takie szkraby w pierwszych tygodniach życia jedynie jedzą, śpią i walą w pieluchę. I, chociaż słyszałam mnóstwo "śpij póki możesz, bo potem się skończy", ciężko mi było w to uwierzyć, byłam przekonana, że owe nie spanie i tym podobne, nastąpią jakoś tak płynnie.
Och, jak bardzo się myliłam!






Otóż moi drodzy, jeżeli są na sali jakieś kobiety albo mężczyźni, którzy myślą podobnie jak ja przed porodem, muszę podzielić się z wami bardzo ważną informacją. To, co mówią dzieciaci znajomi, to nie jest jedynie niewinne straszenie, to senna rzeczywistość. Senna, bo to od tej pory będzie jeden z niewielu przymiotników jakimi będzie można Was opisać. Owych części mowy będzie niewiele dlatego, że niewiele więcej będzie można na Wasz temat wykrzesać.

Ale do rzeczy.
Okazało się, że dostało mi się za mniej lub bardziej okazjonalne picie coli w ciąży, bo J. w ogóle nie śpi w ciągu dnia. Okej, może przesadzam, ale nie będę przesadzała mówiąc że w ciągu dnia, ogół godzin przespanych przez nią oscyluje w granicach trzech, czterech. I wszystko byłoby fajnie, gdyby mieć w ciągu dnia taką jedną większą przerwę co by się ogarnąć, posprzątać, ugotować mężowi obiad, zjeść czy zrobić siku. Niestety, w moim przypadku przerw było nie jedna, a kilkanaście i każda po tyle samo minut, niewiele.
Początki są trudne dla organizmu, bo pomijając zapominanie o fizjologicznych potrzebach, cierpi też wizerunek,bywa(ło, mam nadzieję), że nie czesałam się cztery dni a jedynie wiązałam włosy w kok by się nie panoszyły, jak w końcu miałam okazję się pomalować, to się okazało, że zapomniałam jak się to robi, a, że nie ma co liczyć jeszcze na wbicie się we wszystkie ciuchy sprzed ciąży, strojem tez nie bardzo było co nadrabiać.
Zresztą może to lepiej, bo przerobiłam już kupę na spodniach, mleko na bluzce, jak również ogólne chlustanie w dal jednym i drugim. Pierwsze kolki też już za nami(to nie prawda, że takie małe dzieci nie mają kolek), napady płaczu również.

Jeśli kogoś interesuje rozwój ogólny mojej Małej J.(mnie, na przykład), to od samego początku bardzo szybko się rozwija. Trzymanie główki od pierwszych dni praktycznie ma niemal opanowane, czym wzbudza ogólne "łaaaał", patrzałki udają, że rozumieją wszystkie słowa, udało się raz przewrócić na bok(aczkolwiek chyba przypadkiem jako, że nastała potem mina zaskoczenia i ryk), a od trzeciego tygodnia zaczęła interesować się karuzelą nad głową, bujaczkiem czy matą edukacyjną. Na pięć minut, ale zawsze, wcześniej bowiem, wszelkie próby zainteresowania tymi gadżetami kończyły się płaczącym sprzeciwem. Za dużo bodźców to też nie zdrowo w końcu.
W dzień swojej wielkiej miesięcznicy, dostałam na dobry początek dnia kilka wielkich uśmiechów i pewności nie mam czy córa wie, co robi, ale jestem niemal przekonana, że trochę sobie zdawała sprawę. Nie mogę się doczekać więcej i więcej:)

Mogę powiedzieć, na zakończenie wszystko to co inne matki, czyli, jest ciężko, ja zaczynam dopiero się powoli ogarniać, ale każde jedno spojrzenie na szkraba, wynagradza to po stokroć. Dodam też, że wcześniej byłam pewna, że wiem co oznacza bezgraniczna i bezinteresowna, wielka miłość. Nie wiedziałam, że da się kochać bardziej, tak mocniej niż do bólu, że faktycznie nie ma większej od matczynej miłości. Do ostatnich dni brzucha, nie mogłam sobie tego wyobrazić, zastanawiałam nawet co będzie jeśli spojrzę i nic specjalnego nie poczuję. Ale od pierwszego wejrzenia, kiedy nie mam jej w zasięgu wzroku, nie mogę przestać myśleć o niej i o tym by jak najszybciej spowrotem mieć J. na rękach.


2 komentarze:

  1. Ostatnie słowa piękne i wzruszające, mam nadzieję, że i ja niedługo tego wszystkiego doświadczę :-) Śliczną masz córę :-)

    OdpowiedzUsuń