poniedziałek, 24 marca 2014

2.




Tym razem piszę nieco z opóźnieniem, ale moja "młodzież" mnie absorbuje na tyle, że wieczorami marzę o łóżku i tajemniczym panie Morfeuszu(Nie martw się B., to żaden kochanek!). Otóż dokładnie cztery dni temu J. skończyła dwa miesiące. Kiedy napisałam notkę o tytule "1.", zastanawiałam się jak wiele się zmieni i czy będzie o czym pisać w kolejnym miesiącu. Naturalnie zmieniło się wiele, a mojej miesięczniary nie idzie już poznać.







W przeciągu kilku tygodni, Malutka nauczyła się uśmiechać i, co miło mi stwierdzić, chętnie z tej umiejętności korzysta. Uśmiecha się do grzechotek, Fredka The Ważki, domowników, jak również zdarza jej się uśmiechnąć do krzesełka :P. Ponadto wydaje przeróżne dźwięki o zmienionych tonacjach, np "a gu", "ghie" czy zwykłe, acz bardzo melodyjne "aaa". Problem kolek został, mam nadzieję, na zawsze zażegnany dzięki niezwykłym kropelkom Lefax, więc i w domu jakby ciszej, ale nie do końca, bo niestety pojawił się malutki problem z odparzeniami na szyi co oznacza krzyk, płacz i zgrzytanie dziąsłami podczas porannej jak i wieczornej toalecie. I mimo, że Mała nie ma już żadnych odparzeń, to najwidoczniej złe wspomnienia działają. Zdążyliśmy też polubić kąpiele, chodzić o jednakowej porze spać, przespać dwie noce, jak również zrobić się totalnym niejadkiem.
 Nie zdawałam sobie sprawy jak wielką rolę odgrywa rutyna w życiu dziecka. Jasne, wcześniej słyszałam i czytałam wiele dobrego na ten temat, ale nie myślałam, że jeden dzień z niespodziankami, może tak zburzyć dziecięcy rytm. Polecam wszystkim, kobietom i mężczyznom którzy się "spodziewają", żeby od początku trzymali się określonego planu dnia. To naprawdę ratuje życie.

Jeśli chodzi o mnie, to zaczęłam już ogarniać. Wyżej wymieniona rutyna pozwala mi nie zarywać za bardzo nocy, więc często po dwudziestej jestem w łóżku, jednak z racji, że ostatnie wieczorne karmienie J. jest o dwudziestej trzeciej, raczej nie zasypiam przed północą. Każdy uśmiech wynagradza jednak wszelkie niedogodności, podobnie jak... stopy. Gdy patrzę na te małe przeszczepki, jak sobie macha nóżką podczas jedzenia albo trzyma łapki w piąstki, to zjadłabym przysięgam zjadłabym z miłości. I już nie mogę się doczekać czym jeszcze mnie zaskoczy:).

1 komentarz:

  1. Awwwwww zgrzytanie dziąsłami <3 słodkości! Pisz, pisz, notuj wszystko, zobaczysz jak ona się szybko będzie zmieniać! Ja po paru miesiącach z Jeremim (zaczynając od raczkującego, kończąc na biegającym i kopiącym piłkę, plus od "mama, tata, da" do "ciocia, ciuchcia, bocian, rybka, pępek") byłam w szoku, że dzieci się tak szybko rozwijają! Dobrze, że kolki to już przeszłość, pewnie się kiedyś uśmiechnę do Ciebie po nazwę tego specyfiku ;) A co do rutyny to sama widzę po sobie, że od razu lepiej się czuję jak mam stały plan dnia, godziny posiłków, godziny kąpieli itd. Robi się dużo więcej czasu znikąd ;) Rutyna to zbawienie nie tylko dla dzieci i wymęczonych rodziców ;) buzialce!

    OdpowiedzUsuń