poniedziałek, 21 kwietnia 2014

3.



Od wczoraj Kruszyna ma trzy miesiące. Wcześniej patrząc na nią cały czas myślałam, kiedy zacznie się uśmiechać, łapać rączkami i rozumieć, wydawało mi się że to jeszcze tyle czasu, a ja bym chciała już. Teraz zastanawiam się, gdzie podziały się te trzy miesiące, zdaje się, że wczoraj urodziłam! Czytając moje poprzednie dwa posty podsumowujące pierwsze miesiące, jestem w szoku jak szybko to wszystko się zmienia. J. nie przypomina już małego, zapuchniętego bobasa jakiego "poznałam" i, chociaż dalej ma fałdki, to już całkiem konkretna babka.




Chociaż jeszcze się nie śmieje na głos, uśmiechami strzela jak karabin maszynowy. Do nas i do ludzi, których nie widzi znowu tak często i wydawać by się mogło, że powinna być przerażona"nowym" człowiekiem. Dwa razy udało jej się zaśmiać, więc liczę, że wyczekiwany rechot pojawi się już niedługo. Dodatkowo, Młodzież zaczęła łapać przedmioty w rączki, co mi daje więcej swobody, bo wystarczy umieścić ją w leżaczku, dać Freddie'go the Ważkę i przynajmniej 10 minut z głowy. To bardzo dużo, ponieważ dalej nie przepadamy za sypianiem w dzień, na szczęście mamy rolety, które umożliwiają całkowite zasłonięcie okien. To również nasze nieszczęście, ponieważ kompletnie nie mam pojęcia jak poradzimy sobie ze spaniem w dzień na urlopie, gdzie możliwości zaciemnienia pokoju będą nieporównywalnie gorsze. J. zaczęli się też interesować mężczyźni. Odkąd wykazuje większe zainteresowanie światem i rozumność, przestała wzbudzać postrach u męskiej części rodziny i coraz częściej jest brana czy zagadywana i sama nie wiem komu to sprawia większą frajdę:).
Noce przesypiane są praktycznie całe, do tej pory tylko raz zostałam płaczem obudzona o trzeciej. Mamy swój rytm dnia, co oznacza, że po wieczornej kąpieli, kiedy jest czas na butelkę, wypijamy ją już na wpół-śpiąco. Zauważyłam też, że kiedy zdarzy się dzień bez kąpieli, Mała ma trudności z zaśnięciem, pomimo tego, że w innych przypadkach o danej porze dawno by spała.

Patrzę na Nią i widzę niewinny kwiatek, albo białą kartkę. Świadomość, że to ode mnie zależy jaka będzie potem, jest bardzo przytłaczająca, nieraz zdarzyło mi się spłakać cichutko w poduszkę, żeby mieć siłę by się uśmiechać, śmiać i pokazywać świat i ludzi w pięknych barwach, nawet jeśli mnie otacza tylko czerń. Trudno jest powstrzymywać się przed niektórymi nawykami czy impulsem, ale liczę, że wysiłek się opłaci, a J. wyrośnie na dobrego inteligentnego człowieka, nawet jeśli będę musiała gryźć siebie, zamiast odgryźć komuś głowę. Z każdym dniem, uśmiechem i spojrzeniem, jestem coraz bardziej świadoma i gotowa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz