niedziela, 25 maja 2014

4.

Cztery miesiące już za nami, jeśli o mnie chodzi to czas wcale nie płynie tak szybko jakbym chciała, a chciałabym, żeby J. już biegała, rechotała, albo chociaż siedziała. Przypuszczam jednak, że kiedy to
wszystko się zdarzy, będę sobie pukała w głowę mówiąc "Głupia, wtedy było tyle spokoju!".
Już zaczynam powoli patrzeć na przeróżne ochraniacze do szafek, a w głowie zanotowałam, że trzeba koniecznie powiesić telewizor, żeby nie mogła go zwalić. W końcu teraz nie robią już takich kolosów jak kiedyś.
Póki co, dni są dalej pełne mojego zachwytu i zakochanego spojrzenia, pulpit mojego mózgu ma jej oczy i uśmiech, a także to jak wygina rączki gdy coś się jej bardzo podoba.
A oto jak nam minęły kolejne cztery tygodnie.



 Nie mogę zbytnio narzekać, pierwsze śmiechy już za nami, chociaż strasznie trudno jest tą małą terrorystkę rozbawić. Początkowo myślałam, że to może ja niewłaściwie oceniałam siebie jako osobę zabawną, na szczęście jednak, innym rozśmieszanie mojej córki nie idzie wcale lepiej. Domyślam się, że powodem są zwyczajnie początki, kilka miesięcy temu J. uśmiechała się tylko czasami, a teraz robi to bez przerwy.

Mieliśmy też swoją pierwszą długą podróż. Po konsultacji z lekarzem, wybraliśmy się spontanicznie do Polski(akurat w dzień tego "pomysłu" Młoda miała umówioną wizytę). Jechało się długo, nie przeczę, głównie ze względu na półgodzinne postoje co dwie godziny, których wymagało malutkie ciałko, ale nikt się nie uskarżał, no może B., po powrocie, który musiał sprzątać rozsypane wszędzie mleko:). Dojście do formy zajęło J. dwa dni, myślę, też, że przez przyzwyczajenia do spania po ciemku w dzień. U cioci nie było rolet antywłamaniowych, które zapewniałyby taką ciemność, na szczęście pomógł sposób mojej kuzynki, czyli pomoczenie szyby wodą i przyklejenie folii aluminiowej. Naturalnie, nie muszę wspominać, że wszyscy byli zachwyceni moim Klopsikiem.:)

Mam też syndrom odstawienia, ponieważ cały urlop spałyśmy razem i teraz, kiedy Mała wróciła do swojego łóżeczka, jakoś mi tak inaczej. To był jeden z powodów dla których już po porodzie zaczęłam ją tam kłaść. Wiedziałam, że jeśli zacznie spać z nami, rozstanie będzie cięższe dla mnie niż dla niej.

W tym miesiącu zaczęłam jej też podawać wodę, a także kilka dni przed ukończeniem 4 miesiąca, marchewkę. Czemu tak późno zaczęłam dopajać? Bo wcześniej nie widziałam takiej potrzeby. Kierowałam się obserwowaniem jej i kiedy zauważyłam, że porcje mleka wcina duże, a mimo to jest niespokojna w przerwach między karmieniami, uznałam, że woda ten problem rozwiąże. Nie pomyliłam się. Co do marchewki, podaje jej słoiczek Hipp. My osobiście nie jemy sporo marchewki, nie robimy też innego bulionu niż z kostki, także bez sensu byłoby gotować marchewkę na trzy łyżki.

Niemniej, zamierzam w przyszłości, kiedy będzie już zjadała większe porcje, dawać jej samoróbki. Tak czy inaczej, słoiczek jest bardzo wygodny i przede wszystkim smaczny. wcześniej byłam sceptyczna myśląc o bohaterach filmów, którzy krzywili się po wypróbowaniu dziecięcej papki. Trochę z niepokojem, spodziewając się podobnych odczuć wypróbowałam i nie do wiary! Marchewka!

2 komentarze:

  1. Weź spróbuj krupnik ze słoiczka - FUJ :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie cierpię nawet tego zwykłego, to chyba się nie skuszę:P

      Usuń