czwartek, 29 maja 2014

Jak relaksuje się sługa.







 Życie początkującego sługi jest ciężkie. Co prawda miałam wcześniej praktyki, kiedy to byłam sługą tylko jednego władcy i moje życie ograniczało się do miziania za uszkiem, udostępniania swoich kończyn jako drapaka, biegania z kijkiem po pokoju jak głupek, a także zmieniania kuwety i napełniania michy, ale potem wyszłam za mąż. W sumie dwa ostatnie podpunkty jedynie się podwoiły, doszło też kilka nowych, na niektóre nawet bym nie narzekała, w końcu urodziłam dziecko.(:P)












Teraz, kiedy do napełniania mam dwie michy i butle co trzy godziny, dwie kuwety, w sumie trzy, licząc jedną wymienną, resztę obowiązków, jakie niesie za sobą dorosłe życie, ciężko jest nie tyle pamiętać o sobie, co mieć a to czas. Rola matki jest w końcu czarująca: wszystko robi się magicznie i tylko ona wie, jak działa ta magia.




Manicure, pedicure, maseczka i tym podobne, czasami traktuję to jak nieprzyjemny obowiązek, który muszę spełnić, by nie straszyć dnia następnego, chociaż tak naprawdę marzy mi się po prostu walnąć prosto do łóżka bez wcześniejszej kosmetycznej gry wstępnej.





Dlatego takie wieczory traktuję jak błogosławieństwo.
Kawusia, gazetka, coś do przegryzienia. Najlepiej jeszcze, żeby wszyscy milczeli, nawet wstrzymali oddech.

Niestety nie trwają często. Czas nakarmić terrorystów.

2 komentarze:

  1. Moja mama wgrała sobie rolę sługi i "wydawacza posiłków", czego nie cierpiałam, więc ja staram się choć jeden posiłek dziennie zjeść razem, na spokojnie, troszku pocelebrować, pogadać jak minął dzień i co w planach. Polecam! Bardzo fajnie reguluje atmosferę w domu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak to jest... Nie jestem sługą (co najwyżej murzynem), a nie mam czasu się wysikać ?

    OdpowiedzUsuń