poniedziałek, 28 lipca 2014

Cała prawda o piciu wody.

Woda, esencja życia. Sposób na gładką cerę, zbędne kilogramy czy samopoczucie. Nie ma chyba nikogo kto by nie słyszał o jej cudownym działaniu. Powiadają, że to samo zdrowie i powinno się wypijać półtorej, dwa litry dziennie. Na pewno? W końcu każdy człowiek jest inny, różnimy się kilogramami, stylem życia i odżywianiem, czy w takim razie ta liczba, o której trąbią wszędzie jest naprawdę uniwersalna? Nurtowało mnie i to, i kilka innych pytań dotyczących wody, a jeśli Was też - to zajrzyjcie dalej by dowiedzieć się: "Co z tą wodą?"


Magiczne dwa litry lub też półtora, w zależności jaki artykuł mamy akurat za sobą, to, Moje Drogie, mit. Na samą logikę, człowiek, powiedzmy, przeciętnej postury wymaga zupełnie innego nawodnienia niż ten trochę większy. Podobnie z aktywną osobą i leniem kanapowym. Zapotrzebowanie na wodę możemy obliczyć mnożąc trzydzieści mililitrów przez naszą wagę w kilogramach. Chyba, że ćwiczymy, wtedy należy doliczyć ekstra jakieś pół litra. Niektórzy sądzą, że wystarczy im mniej, bo przecież przyjmują płyny z pokarmem. Jasne, jeśli ciągle wcinasz arbuzy lub ogórki(pogoda ostatnio taka, że wszelakie zupy poza chłodnikiem odpadają - przynajmniej u mnie), ale kawa i herbata to już inna bajka. Myli fakt, że obie te rzeczy są do picia, mają jednak jedną wadę, odwadniają. Czytałam kiedyś, że na jeden kubek kawy potrzeba aż dwa wody, by wyrównać poziom nawodnienia w organizmie. Choć nie mogę teraz znaleźć tego artykułu by się nim podzielić, coś  tym musi być, dlatego, że częste picie np zielonej herbaty może powodować zajady, które powstają właśnie w wyniku odwodnienia, a kofeina i teina są bardzo do siebie podobne.


Żeby było ciekawiej, wodę można przedawkować. Zbyt duża jej ilość rozcieńcza między innymi krew, co zaburza proporcje odżywczych składników jakie wraz z nią dostajemy. I choć taka sytuacja zdarza się niezwykle rzadko, już słyszę przeciwników wypijania więcej niż jednej butelki, z przestrachem mówiących o zgonie po wodzie. Niestety, jeśli ktoś chce się akurat zabić, to nie tędy droga, bardzo mi przykro. Skutki to głównie zaburzenia pracy mięśni i są spowodowane wypiciem naraz zbyt dużej ilości wody. Rasowi biegacze mogliby mieć z tym problem, ale serio, kto słyszał o wypadkach spowodowanych przez wodę, podczas jakiegokolwiek maratonu?

Wracając do sedna, wodę należy pić w małych ilościach, ale za to często. Poza uniknięciem ewentualnych problemów z funkcjonowaniem, ma to jeszcze jedną zaletę. Rzadziej biegamy do łazienki. Przypuszczam, że nie jestem jedyną na świecie osobą, która przypomina sobie o nawodnieniu zrywami w ciągu dnia, wypijając szklankę albo dwie prawie na raz, a potem lecącą co chwilę w tę i spowrotem. Należy pamiętać, że takie picie na dłuższą metę na niewiele się zda, bo tylko przelewamy przez siebie płyn, niewiele z niego zyskując. Rozkoszujmy się więc nią, dodając np owoce, listki mięty, podając w kieliszku, lub słoiku(takie trendy), a bardzo szybko przyzwyczaimy się do niej i chętniej będziemy sięgać po kolejnego, małego łyczka.
PS. Jeśli to Was nie przekonało, polecam link o tym jak zmienia się twarz po 4 tygodniach picia wody, który znalazłam na blogu Design Your Life.:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz