czwartek, 24 lipca 2014

Nocna wena.


 Praktycznie za każdym razem wena przychodzi w nocy. Kiedy właśnie wyłączyłam laptopa, odłożyłąm książkę i telefon, będąc tak padnięta, że nie jestem w stanie mieć dłużej otwartych oczu.
Umysł się odpręża, myśli zaczynają wędrować swobodnie w mojej głowie i wtedy....




Ach!  Mogłabym napisać książkę, bestseller, serio. Nagle pojawia się tyle przemyśleń, pięknych zdań, które zdecydowanie urzekłyby każdego. No cóż, mnie na pewno.
Pojawia się wtedy dylemat. Wstać i zacząć pisać, czy oddać się objęciom Morfeusza, bo przecież jutro będę nieżywa kiedy J, zaanonsuje, że już czas wstawać Niestety, zazwyczaj ulegam swojej słabości mówiąc, że już późno, że jutro na pewno nie zapomnę, (bo przecież to taki genialny zbiór myśli!). To tak, jak z innymi założeniami, które, w ostatnim czasie, sobie postawiłam. Nie wiem sama czy to bardziej lenistwo, czy oszukiwanie samej siebie.




 Dzisiaj wstałam. Zapaliłam lampkę, zebrałam swoje rzeczy i poszłam do kuchni. Zrobiłam moją ulubioną herbat ęz mlekiem i wzięłam długopis w rękę. Wena już uciekła. ale zaczęłam pisać mimo to.
Tak powstała ta notka.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz