poniedziałek, 7 lipca 2014

Trumienny luksusik.


Ten tydzień minął tak zmiennie i szaleńczo, że czułam się jakby trwał miesiąc. Macie takie chwilę, że najchętniej spakowalibyście manatki w jednej sekundzie, a w drugiej ruszyli przed siebie w nieznane? Można powiedzieć, że jest to doskonałe podsumowanie moich siedmiu dni.






 Postanowiłam nie czekać dłużej i uciec chociaż na chwilę od tego wszystkiego, wybrałam się więc do mojego ojca, który mieszka w chyba najpiękniejszym miasteczku jakie widziały me oczy. Albo raczej miasteczku z najpiękniejszą starówką jaką widziały moje oczy. Limburg. Niestety, byłam lekko rozkojarzona i zanim pomyślałam o uwiecznieniu tych pięknych widoków, byłam już w aucie sunąc do domu. Niemniej, nie raz tam wrócę, więc spodziewajcie się tu zasypu powalających moje oczy zdjęć.


Zmieniając klimat, pierwsze co mnie uderzyło, to cisza. Naturalnie, my również mieszkamy w dość spokojnym miejscu, jednak wzbogaconą o drżenie wszystkich ścian kiedy przejeżdżają autobusy, a także no cóż, co innego być jedną z trzech osób, a co innego jedną z siedmiu, plus zwierzęta. Zapomniałam jak czasami lubię brak jakiegokolwiek gwaru. Taki trumienny luksusik:).

1 komentarz:

  1. Czekam z niecierpliwością na zasyp zdjęć:) ja jestem chyba uzależniona od oglądania zdjęć, uwielbiam <3

    OdpowiedzUsuń