poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Rok po ślubie.

Mam taką miłość.
Mogę przyjść z każdym problemem, choćby błahym i zawsze znajdzie czas.
Usiądę na kolanach, albo chociaż obok, przytulę się i znajdę pocieszenie, w czułych gestach, niekoniecznie słowach.
Poświęcamy sobie nawzajem czas, nawet jeśli ten ucieka przez palce jak gazela na safari. Chociaż chwilę, chociaż dwie. Odcinek ulubionego serialu, nieoglądany wcześniej film, albo ten oglądany już dwa razy. Nie oszukujemy się, nie kłamiemy, nie gramy. Mówimy wprost, zawsze kiedy jest coś do powiedzenia i milczymy kiedy do powiedzenia nic nie ma. Nigdy na odwrót. Rozumiemy się czasem bez słów, czasem w kilku zdaniach. Rozmawiamy o ważnym i nieważnym, zwykłym dniu, małym sukcesie i gorzkiej porażce. Nie musi pierw wiedzieć o co chodzi, zawsze najpierw uspokaja.  Mogę płakać kiedy potrzebuję, a potem śmiać się z radością przez łzy, bo ktoś od razu je ściera.
Zna moje słabostki, złe strony, docenia walkę z nimi i pomaga w niej szukając najlepszych rozwiązań. Wybacza błędy, widzi gesty. Czuję, w każdym szybkim powrocie, zrobionej herbacie, albo zjedzonym obiedzie, nawet, jeśli żołądek był wcześniej pełny.
Nie zawsze mnie rozumie, ale wcale nie musi, wystarczy, że zawsze akceptuje.
Nie zawsze widzę, zawsze jest. Taka miłość. Taka... wyśniona.

1 komentarz:

  1. Życzę Wam samych dobrych chwil i pielęgnowania tego cennego uczucia, które już jest między Wami :)
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń