sobota, 20 września 2014

7 & 8.


 Ostatnio w naszym życiu działo się dużo różnych rzeczy, które wpłynęły na przestój w pisaniu notek. Niestety dlatego, zupełnie nie miałam głowy, by opisać siódmy miesiąc z życia J. Wyrzuty sumienia były ogromne, złość na systematyczność też, ale po jednym potknięciu nikt od razu nie łamie nóg, więc teraz dwa w jednym, czyli oba ostatnie miesiące mojej córki w jednej notce :).





Miesiąc siódmy.  
- "prawie" raczkuje.
Nie, nie chodzi jeszcze na czworaka, ale już się "ciąga" po podłodze, odpychając rękoma.  Na wstecznym oczywiście. Nie bardzo jednak ogarnia, że można zrobić z tego użytek i więcej jest płaczu niż spokoju.
- Je mniej słoików.
Powoli przerzucamy się na nasze jedzenie. Jest to teraz sama przyjemność, odkąd Julia może jeść więcej. Przestałam też się sztywno kierować zaleceniami co można, a czego nie i zdarza się, że dostaje odrobinkę czegoś nowego, ot dla smaku.
- Kupujemy rozmiar 80.
Przygotowujemy się powoli do zimy, ale też zauważyłam, że spodnie w tym rozmiarze nie spadają jej z pupy, za to te z metką 74 zaczynają się całkiem wpinać w brzuszek.
- Miewa histerie.
Zauważyliśmy, że zaczęła nas wychowywać, płacz stał się jej formą przekazania nam co się jej nie podoba, a także pewnego rodzaju przymusu. Gdy znikam, albo chciałabym, żeby pobawiła się sama, potrafi urządzić niezły raban, jeśli się ze mną nie zgadza. Naprawdę ciężko jest wytrzymać i często wymiękam.
- Chce spaść z kanapy.
Ponieważ nauczyła się już poruszać mniej lub bardziej świadomie, chętnie odkrywa nowe tereny. Jeśli coś akurat spadnie z naszej rogówki, gotowa jest sięgnąć po to, nawet, jeśli sama ma spaść. Naturalnie nigdy nie zostawiamy jej na kanapie samej, bawi się tam jedynie i wyłącznie przy nas.


Miesiąc ósmy.
- Umie robić "papa".
Uczyłam jej tego już jakiś czas, ale nie bardzo łapała, potem jednak były wyjazdy itp, przez co nie pokazywaliśmy jej tego gestu. Jakież było nasze zdziwienie kiedy mniej więcej po dwóch tygodniach, ni stąd ni zowąd, moja córka odmachała swojej babci! Taka zdolniacha :)
- Zamiast zabaw w wannie, nauka wstawania.
Do niedawna w wannie była zabawa wszystkim, włącznie z jedzeniem piany:) Teraz za to również jest dużo radości, ale podczas podciągania się. J. chwyta się boków wanny i podciąga, próbuje dosięgnąć półeczki z kosmetykami czy gąbek, naprawdę trudno ją upilnować.
- Podciągamy!
 Wanna top nie jedyne miejsce gdzie J. uczy się wstawać. Robi to właściwie wszędzie, ulubionym narzędziem do tego typu prób jestem ja lub mój mąż. Łapie nas za ubrania i podciąga ze wszystkich sił. Udaje jej się już "stać" na kolanach. Przypuszczam, że raczkować raczej nie będzie, bo w tej dziedzinie nie za wiele się zmienia, za to zacznie od razu stawać.
- Dwa zęby!
Tu moja duma sięga zenitu. Tak długo ich wyczekiwałam i w końcu pojawiły się dwie dolne jedyneczki, cudo! Są jednak niesamowicie ostre, kiedy chciałam wypatrzeć jak mają się dziąsła u góry, użarła mnie tak, że ślad był przez dwa dni:).
 - Baby Led Winning
Ponieważ zęby już są, zdecydowałam się na podawanie jej obiadu w kawałkach tak, by mogła spokojnie wziąć sobie do rączki i samemu jeść. Wiąże się to ze sporym bałaganem i nie raz nie wiedziałam po posiłku, od czego zacząć by doprowadzić otoczenie i J. do porządku.


Macierzyństwo miewa też ciemne strony, takie jak walka z pociechą. J. od pewnego czasu terroryzuje nas krzykiem, płaczem i głośnym biadoleniem, kiedy coś jej się nie podoba, nudzi, chce żeby ją nosić albo zostawić w spokoju. Najchętniej spędzała by cały czas na rękach i, choć staram się nie ulegać jej i przetrzymać napady złości, nie zawsze mi się udaje. Cóż, mam nadzieje, że jak zacznie mówić, uda się jej wytłumaczyć, że nie ona jest od ustalania zasad. Nie będę się jednak łudzić, że będzie prosto:).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz